Nowy pomysł…

Blo

Na wstępie chciałabym usprawiedliwić moją nieobecność. Oczywiście mam dziecko i zabiera mi ono sporo czasu, ale nie dlatego mnie nie było. Otóż zdarzył się wypadek. Jestem taka zdolna, że… usiadłam na własnym laptopie. Tak! Niezdarna ja! Niestety okazało się, że pod ciężarem pękła matryca i korzystanie z komputera było możliwe, ale bardzo niewygodne. A chyba każdy zgodzi się ze mną, iż wstawianie postu za pośrednictwem telefony typu smartfon nie jest zbyt wygodne. Dzisiaj mój laptop jest już w pełni sprawny, ponieważ mąż wymienił mi matrycę. Jestem z niego taka dumna.

No dobrze… usprawiedliwiłam już moją nieobecność. Nadszedł czas by napisać co u nas. Otóż podjęliśmy decyzję o przeprowadzce. Jeszcze nie wiemy konkretnie do jakiego miasta, ale na pewno gdzieś do strefy Nottinghamshire. Pewnie zapytacie dlaczego chcemy się przeprowadzić skoro mieszkamy w pięknym nadmorskim mieście? Otóż odpowiedź jest prosta. Chodzi o pieniądze. Tutaj wynajmujemy mieszkanie z trzema pokojami. A tam za takie same pieniądze możemy wynająć cały dom z ogrodem i podjazdem na auto. Może dla niektórych to nic, a dla mnie to znaczy bardzo wiele. Prawda jest taka, że z morza niewiele korzystam, bo Julia jest jeszcze dość mała. Poza tym samej nie chce mi się chodzić na plażę, a mąż zwykle pracuje. A kiedy już ma dzień wolny to zwykle pada deszcz lub zwyczajnie nigdzie nam się nie chce wychodzić. To co mi po tym morzu? Tym samym siedzę w domu i zupełnie nie korzystam z pogody. A mając domek z ogródkiem wyjdę chociaż tam złapać odrobinę słońca. Naprawdę marzę o tym by mieszkać w jakiejś spokojnej okolicy. By móc wyjść do ogrodu aby napić się porannej kawy. By móc w ciepły, słoneczny dzień rozłożyć kocyk i bawić się na nim z własną córką. By w przyszłości móc patrzeć jak Julia tapla się w maleńkim baseniku. Marzę o dużej kuchni bym nie musiała chować wszystkich sprzętów kuchennych po kątach, tylko móc z nich cały czas korzystać. Marzę o dużej kuchni by mieć większe pole do popisu w kwestii kulinarnej. Teraz mam maleńki blat roboczy i wiele rzeczy zajmuje mi dużo czasu. Marzę też o ciszy i spokoju. Teraz mieszkam przy samym rondzie i przy samym Centrum Handlowym.Zapewne się domyślacie jakie dobiegają hałasy zza okna. Człowiek nie ma zupełnie jak odpocząć. Nawet jak bym potrafiła zasnąć w ciągu dnia to i tak co chwila budziłoby mnie jakieś auto, czy karetka… Powiem szczerze, że to denerwuje mnie coraz bardziej. Ogólnie chyba zwyczajnie się starzeję, bo brakuje mi ciszy i spokoju. W sobotę byliśmy w ZOO. Wszystko super, gdyby nie fakt, że było tam za dużo ludzi. Odzwyczaiłam się już od tłumów i męczą mnie one niestety. No cóż… decyzja o przeprowadzce została podjęta. Na razie zbieramy pieniądze, bo wiadomo, że każde przenosiny są kosztowne. Mam nadzieję, że na jesień uda nam się zamieszkać już w domku. Trzymajcie kciuki. Miłego dnia.

1zoo

2zoo

3zoo

4zoo

Jakaś taka nijaka sobota…

20160504_150254.jpg

Chciałabym spędzić przyjemną sobotę. Ale czuję, że to niemożliwe. Od samego rana czuję, że to nie mój dzień. Odczuwam kompletny brak energii i chęci do życia. Uleciało ze mnie powietrze. Poczucie humoru schowało się w szufladzie gdzieś na samym jej dnie. Zupełnie nie wiem, co zrobić ze sobą w takie dni jak dzisiaj. Jestem zmęczona, mam worki pod oczami. Ogólnie kiepsko się czuję. Do tego na mojej drodze pojawili się ludzie, którzy dolali oliwy do ognia i spotęgowali uczucie smutku i beznadziejności. Generalnie spisuję ten dzień na straty… Chyba pójdę robić to, co wychodzi mi najlepiej w takie dni jak dzisiejszy i co czasem poprawia mi humor… Idę coś ugotować. Miłego dnia wszystkim życzę. Oby Wasz dzień był lepszy niż mój.

Lato w sercu…

P1120540.JPG

Mamy prawdziwe lato. Nigdy bym nie przypuszczała, że w maju będę plażowała. A tu proszę… Wczoraj po raz pierwszy z córeczką byliśmy nad morzem. Mąż wrócił z pracy i postanowiliśmy się troszkę dotlenić i zrelaksować słuchając szumu fal. Pogoda sprzyjała, bo było ciepło i wiał przyjemny wiaterek, więc nie było upalnie. Ludzi na plaży sporo, ale nikt nikomu nie przeszkadzał. Jedni grilowali, inni uprawiali jogę, jeszcze inni budowali babki z pisaku ze swoimi dziećmi. Sielanka. Uwielbiam nadmorskie powietrze. To wspaniałe móc po ciężkim dniu iść na plażę by spokojnie posiedzieć i pogapić się na rozbijające o falochron fale. Poza tym w ciszy i spokoju można zatrzymać się w tym całym pędzie życia i zastanowić nad tym, co nas czeka w nadchodzącej przyszłości.

IMG_20160529_200259

Niby dni lecą szybko i w zasadzie bez większych rewelacji. Ale moje myśli krążą już wokół zbliżającego się wyjazdu. Otóż jadę do Polski… Wreszcie! Nie byłam tam już rok. To cholernie długo. Niestety wcześniejszy wyjazd z wielu powodów był niemożliwy. Ale może to dobrze? Może dzięki temu wreszcie poznałam prawdziwy smak tęsknoty? Nigdy za nikim nie tęskniłam i nie znałam tego uczucia. Aż do teraz. Brakuje mi mamy, ukochanego kota, rodziców męża, ich psa, przyjaciół pozostawionych na miejscu… Samego kraju mi nie brakuje, bo jednak kultura osobista rodowitych anglików jest na wiele wyższym poziomie niż naszych rodaków. W Polsce rzadko się zdarza by ktoś przepuścił mnie w drzwiach, czy podał mi masło w markecie. Tutaj zdarza się to bardzo często. Dzisiaj np. pewien pan specjalnie przebiegł przez ulicę by pomóc mi z drzwiami bym mogła swobodnie wjechać wózkiem bez zbędnych przepychanek. Czy to nie wspaniałe? Oczywiście nie twierdzę, że w Polsce nie ma już w ogóle ludzi kulturalnych i uczynnych. Ale śmiem twierdzić, że jest ich o wiele mniej niż tutaj. Tak, czy inaczej bardzo się cieszę na nasz wyjazd i już odliczam dni do wylotu…

20160530_153416.jpg

 

Okiem obiektywu…

20160516_115607.jpg

Dawno mnie nie było. Wiem… i bardzo przepraszam. Ale macierzyństwo mnie totalnie pochłonęło i nie chcę Was tym zanudzać. Dzisiaj postanowiłam pokazać Wam sporo zdjęć z miejsc, które znajdują się niedaleko mojego miejsca zamieszkania i które są moim zdaniem godne polecenia w kwestii zwiedzania. Będzie też kilka fotek, na których uchwyciłam tak zwane magiczne chwile z mojego życia. Enjoy!

Na zdjęciach powyżej widzicie miejsce przepiękne moim zdaniem. Widziałam je po raz pierwszy w marcu 2015 jeszcze zanim przeprowadziłam się do Anglii na stałe. Raz zobaczyłam i się zakochałam. Czyż nie jest uroczo?

A tu były moje mamuśki na wycieczce wraz z mężem. Ja tego dnia zostałam z córeczką w domu i trochę żałuję, bo ten kolos naprawdę robi wrażenie.

A tutaj kilka zwierzaków uchwyconych zupełnie przypadkowo w wielu różnych miejscach. Lubię takie „zwierzęce” fotki.

Bardzo różne widoki, które fotografowaliśmy w trakcie pobytu mamusiek. Oj… czuć było, że lato zbliża się wielkimi krokami.

Kilka chwil mile spędzonych z rodziną. Uwielbiam spacery, ale najbardziej w miłym towarzystwie.

Na koniec zgodnie z obietnicą kilka magicznych dla mnie chwil…

Mam nadzieję, że Wam się podobało. Tymczasem ja uciekam cieszyć się piękną nadmorską pogodą. Pozdrawiam!

Otagowane ,

Coś zrozumiałam…

P1120445.JPG

Wizyta babć Julii już za nami. Było bardzo miło, choć odrobinę męcząco. Zapewne inaczej byłoby, gdybyśmy mieli dodatkowy pokój gościnny, bo wtedy babcie miałyby własny pokój. A tak były zmuszone spać w salonie i to dezorganizowało nam dni. Ale i tak się bardzo cieszę z tej wizyty, bo wniosła w moje życie wiele i pozwoliła na zrozumienie kilku spraw.

Zrozumiałam, że moja mama jest dla mnie bardzo ważna. Ma już swoje lata, jest może trochę niezdarna i roztrzepana, coraz słabiej słyszy, ale mimo wszystko to nadal moja mama. Ta sama, która mnie urodziła i pielęgnowała przez całe dzieciństwo. Dbała o mnie, uczyła wszystkiego. Była przy mnie w dobrych i złych chwilach, pomagała wybrnąć z każdej kryzysowej sytuacji. Ogólnie zawsze była dobrą mamą. Po powrocie mamy do Polski poczułam, że tęsknię. Doszłam do wniosku, że mama mnie naprawdę bardzo kocha, a ja kocham ją. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby jej zabraknąć w moim życiu. Mama jest naprawdę ważną osobą dla mnie. A najbardziej cenię ją za to, że jest chyba jedyną osobą, która mi wszystko wybaczy i będzie mnie kochała niezależnie od tego, co złego zrobię.

Także dziękuję Bogu, że mam właśnie taką mamę i proszę by żyła jak najdłużej. Mam nadzieję, że moja córka kiedyś będzie kochała mnie tak samo mocno jak ja kocham swoją mamę.

20160423_130656.jpg

11.jpg

Czy mama nie karmiąca piersią to wyrodna mama?

Minkinablog.jpg

Przyznam szczerze, że temat karmienia piersią przewijał się przez całą moją ciążę i nadal cały czas się z nim spotykam pewnie z racji tego, że wiele moich koleżanek i kuzynek właśnie urodziło bądź jest w odmiennym stanie. Podczas ciąży często byłam pytana, czy zamierzam karmić piersią, a po narodzinach byłam pytana, czemu nie karmię. Wielokrotnie byłam obrzucana dzikim spojrzeniem, które mówiło: „Jesteś złą matką, skoro nie przystawiasz dziecka do piersi.” W szpitalu była jedna położna, która na siłę próbowała przystawiać moją córkę do cyca, a to niestety skutkowało moją frustracją i złością. Wiem, że ta kobieta chciała mi tylko pomóc, ale mimo wszystko nacisk z jej strony spowodował zupełnie odwrotny skutek. Mówiła, że mam się zrelaksować i wtedy będzie lepiej. A jak ja niby miałam się zrelaksować leżąc w szpitalu z innymi kobietami za zasłoną i ze świadomością, że moje piersi nie chcą dawać mleka? Wszyscy myślą, że jak kobieta nie karmi mlekiem naturalnym to jest wyrodną matką? Serio? A czy ktoś zastanowił się w ogóle z jakiego powodu owa mama odstawiła swoje dziecko od piersi i zaczęła karmienie mlekiem modyfikowanym? Czy ktoś pomyślał, że może ona robi to dla dobra dziecka lub np. dla własnego zdrowia psychicznego? Pewnie nie, bo najłatwiej jest kogoś pochopnie oceniać i potępiać.

Powiem Wam jak to było w moim przypadku. Moja córka niemalże od samego początku jest karmiona mlekiem modyfikowanym. Powodów było kilka. Oczywiście próbowałam przystawiać ją do piersi. Niestety miałam bardzo mało pokarmu. Tak tak… wiem, że im częściej się dziecko przystawia do piersi tym bardziej przyspiesza produkcja mleka. Niestety w moim przypadku problemem był fakt, że mała nie potrafiła do końca złapać sutka, a to z kolei skutkowało tym, że się denerwowała. Kiedy już całkiem dobrze chwyciła sutek, mleka leciało jak na lekarstwo, więc się kompletnie nie najadała. I co następowało? To chyba oczywiste… Mała była głodna. A dziecko głodne to dziecko płaczące. I tym sposobem mała przeraźliwie płakała, a ja jako kompletnie niedoświadczona mama nie wiedziałam, co robić. Położna w końcu zabrała ją, nakarmiła butlą i dziecko zasnęło zupełnie spokojne z całkowicie pełnym brzuchem. A ja wreszcie poczułam ulgę, bo wiedziałam, że moje dziecko już nie jest głodne i wreszcie może odpocząć. I co, jestem złą mamą, bo wolałam nakarmić dziecko mlekiem modyfikowanym? A może powinnam jednak tego nie robić i zagłodzić własne dziecko?

Drugim ważnym powodem odstawienia dziecka od piersi był fakt, iż mała dostała żółtaczki niemowlęcej. I nie byłoby w tym nić dziwnego, bo przecież 90% niemowląt łapie ten stan, gdyby nie fakt, iż między mną, a moją córką pojawił się konflikt grup krwi. Otóż okazało się, że z racji tego konfliktu doskonałym posunięciem z mojej strony było zaprzestanie karmienia piersią. Dlaczego? Ponieważ im dłużej karmiłabym małą naturalnie, tym dłużej utrzymywał by się u niej żółty odcień skóry. A tak przez tydzień mała jadła mleko sztuczne i była naświetlana pod lampą UV, dzięki czemu po tym czasie wypuścili nas do domu.

mleko.jpg

Na sam koniec chciałabym dodać, że moim zdaniem nie każda kobieta nadaje się do karmienia piersią. Ja doszłam do wniosku, że to nie dla mnie. Nie zamierzam nikomu tłumaczyć, dlaczego wyciągnęłam takie wnioski, ponieważ to wyłącznie moje indywidualne odczucia i nikomu nic do tego. Napisałam ten post wyłącznie dlatego, że wkurzają mnie już docinki „piersiowych” mam, które próbują za wszelką cenę mi wmawiać, że nie powinnam tak szybko rezygnować z karmienia piersią swojego dziecka i które tym samym chcą chyba wywołać u mnie wyrzuty sumienia. Otóż miałam je przez chwilę na początku, ale potem doszłam do wniosku, że zupełnie niepotrzebnie. Sama jeszcze dodatkowo się tym dołowałam. A przecież karmienie butelką ma też swoje plusy. Przede wszystkim nie musisz trzymać diety i wiecznie uważać na to, co jesz by nie zaszkodzić dziecku. Poza tym możesz karmić wszędzie, bo butelka nikogo w oczy nie kłuje, a pierś kobieca to już może być kłopot. Ja jestem przeciwniczką mamusiek, które przy wszystkich wyjmują pierś i karmią dziecko. Owszem… to jest naturalny sposób karmienia, ale może warto by było robić to w ustronnym miejscu, a nie np. przy stole z rodziną, czy na ławce w parku. Oczywiście to tylko i wyłącznie moje zdanie na ten temat, a każdy ma prawo do własnego.

1fota pop

Reasumując… Odstawiłam moją córkę od piersi z racji konfliktu grup krwi (co ostatecznie pomogło) oraz dlatego, że zwyczajnie czułam, że się do tego nie nadaję i ponieważ nie chciałam by moje dziecko zasypiało głodne. Kocham moją Julię całym sercem i dbam o nią każdego dnia. Tulę, dbam o czystość, daję miłość w każdej postaci. Czy nadal wobec tego uważacie, że jestem złą mamą? Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?