Monthly Archives: Kwiecień 2016

Czy mama nie karmiąca piersią to wyrodna mama?

 

Przyznam szczerze, że temat karmienia piersią przewijał się przez całą moją ciążę i nadal cały czas się z nim spotykam pewnie z racji tego, że wiele moich koleżanek i kuzynek właśnie urodziło bądź jest w odmiennym stanie. Podczas ciąży często byłam pytana, czy zamierzam karmić piersią, a po narodzinach byłam pytana, czemu nie karmię. Wielokrotnie byłam obrzucana dzikim spojrzeniem, które mówiło: „Jesteś złą matką, skoro nie przystawiasz dziecka do piersi.” W szpitalu była jedna położna, która na siłę próbowała przystawiać moją córkę do cyca, a to niestety skutkowało moją frustracją i złością. Wiem, że ta kobieta chciała mi tylko pomóc, ale mimo wszystko nacisk z jej strony spowodował zupełnie odwrotny skutek. Mówiła, że mam się zrelaksować i wtedy będzie lepiej. A jak ja niby miałam się zrelaksować leżąc w szpitalu z innymi kobietami za zasłoną i ze świadomością, że moje piersi nie chcą dawać mleka? Wszyscy myślą, że jak kobieta nie karmi mlekiem naturalnym to jest wyrodną matką? Serio? A czy ktoś zastanowił się w ogóle z jakiego powodu owa mama odstawiła swoje dziecko od piersi i zaczęła karmienie mlekiem modyfikowanym? Czy ktoś pomyślał, że może ona robi to dla dobra dziecka lub np. dla własnego zdrowia psychicznego? Pewnie nie, bo najłatwiej jest kogoś pochopnie oceniać i potępiać.

Powiem Wam jak to było w moim przypadku. Moja córka niemalże od samego początku jest karmiona mlekiem modyfikowanym. Powodów było kilka. Oczywiście próbowałam przystawiać ją do piersi. Niestety miałam bardzo mało pokarmu. Tak tak… wiem, że im częściej się dziecko przystawia do piersi tym bardziej przyspiesza produkcja mleka. Niestety w moim przypadku problemem był fakt, że mała nie potrafiła do końca złapać sutka, a to z kolei skutkowało tym, że się denerwowała. Kiedy już całkiem dobrze chwyciła sutek, mleka leciało jak na lekarstwo, więc się kompletnie nie najadała. I co następowało? To chyba oczywiste… Mała była głodna. A dziecko głodne to dziecko płaczące. I tym sposobem mała przeraźliwie płakała, a ja jako kompletnie niedoświadczona mama nie wiedziałam, co robić. Położna w końcu zabrała ją, nakarmiła butlą i dziecko zasnęło zupełnie spokojne z całkowicie pełnym brzuchem. A ja wreszcie poczułam ulgę, bo wiedziałam, że moje dziecko już nie jest głodne i wreszcie może odpocząć. I co, jestem złą mamą, bo wolałam nakarmić dziecko mlekiem modyfikowanym? A może powinnam jednak tego nie robić i zagłodzić własne dziecko?

Drugim ważnym powodem odstawienia dziecka od piersi był fakt, iż mała dostała żółtaczki niemowlęcej. I nie byłoby w tym nić dziwnego, bo przecież 90% niemowląt łapie ten stan, gdyby nie fakt, iż między mną, a moją córką pojawił się konflikt grup krwi. Otóż okazało się, że z racji tego konfliktu doskonałym posunięciem z mojej strony było zaprzestanie karmienia piersią. Dlaczego? Ponieważ im dłużej karmiłabym małą naturalnie, tym dłużej utrzymywał by się u niej żółty odcień skóry. A tak przez tydzień mała jadła mleko sztuczne i była naświetlana pod lampą UV, dzięki czemu po tym czasie wypuścili nas do domu.

mleko.jpg

Na sam koniec chciałabym dodać, że moim zdaniem nie każda kobieta nadaje się do karmienia piersią. Ja doszłam do wniosku, że to nie dla mnie. Nie zamierzam nikomu tłumaczyć, dlaczego wyciągnęłam takie wnioski, ponieważ to wyłącznie moje indywidualne odczucia i nikomu nic do tego. Napisałam ten post wyłącznie dlatego, że wkurzają mnie już docinki „piersiowych” mam, które próbują za wszelką cenę mi wmawiać, że nie powinnam tak szybko rezygnować z karmienia piersią swojego dziecka i które tym samym chcą chyba wywołać u mnie wyrzuty sumienia. Otóż miałam je przez chwilę na początku, ale potem doszłam do wniosku, że zupełnie niepotrzebnie. Sama jeszcze dodatkowo się tym dołowałam. A przecież karmienie butelką ma też swoje plusy. Przede wszystkim nie musisz trzymać diety i wiecznie uważać na to, co jesz by nie zaszkodzić dziecku. Poza tym możesz karmić wszędzie, bo butelka nikogo w oczy nie kłuje, a pierś kobieca to już może być kłopot. Ja jestem przeciwniczką mamusiek, które przy wszystkich wyjmują pierś i karmią dziecko. Owszem… to jest naturalny sposób karmienia, ale może warto by było robić to w ustronnym miejscu, a nie np. przy stole z rodziną, czy na ławce w parku. Oczywiście to tylko i wyłącznie moje zdanie na ten temat, a każdy ma prawo do własnego.

Reasumując… Odstawiłam moją córkę od piersi z racji konfliktu grup krwi (co ostatecznie pomogło) oraz dlatego, że zwyczajnie czułam, że się do tego nie nadaję i ponieważ nie chciałam by moje dziecko zasypiało głodne. Kocham moją Julię całym sercem i dbam o nią każdego dnia. Tulę, dbam o czystość, daję miłość w każdej postaci. Czy nadal wobec tego uważacie, że jestem złą mamą? Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

Reklamy

Zapiekanka z tortellini i brokułem.

20160408_204955

Dzisiaj postanowiłam dać Wam przepis na jedną z moich ulubionych zapiekanek. Główne jej składniki to tortellini i brokuł. Zapiekanka jest bardzo prosta i szybka w przygotowaniu. To ciekawy pomysł na szybki obiad. Jeśli jesteście łasuchami to zapraszam do dalszej lektury.

Składniki

Brokuł gotujemy ze szczyptą soli oraz łyżeczką cukru. Odcedzamy i przelewamy zimną wodą. Pozostawiamy do momentu, aż woda całkowicie obcieknie.

Tortellini gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Po ugotowaniu również przelewamy zimną wodą.

Mięso oddzielamy od kości i kroimy na drobne kawałki. Następnie wrzucamy do miski. Wsypujemy przyprawę kebab-gyros, bazylię oraz vegetę i energicznie mieszamy. Potem na patelni rozgrzewamy odrobinkę oleju i smażymy mięso do momentu aż zrobi się brązowe.

Śmietanę mieszamy z odrobiną soli i pieprzu.

Przygotowujemy naczynie żaroodporne lub blachę wyłożoną folią. Układamy tortellini, następnie mięso, potem brokuł. Całość zalewamy śmietaną i posypujemy startym serem mozzarella.

20160408_210125

20160408_210332

Zapiekankę wstawiamy do piekarnika ustawionego na termoobieg i pieczemy około 30 minut w temperaturze 200°C. Smacznego!

20160408_220947

Urządzanie mieszkania tanim kosztem, czyli zakupy meblowe w sklepie IKEA.

20160407_170018.jpg

Dzisiaj postanowiłam napisać na temat zakupów meblowych poczynionych przeze mnie w ramach urządzania mieszkania po przeprowadzce. W zakupach chodziło o to by było jak najtaniej i by udało się pochować wszystko tak by w mieszkaniu było czysto i schludnie. Myślę, że udało mi się osiągnąć obydwa cele. Wszystkie meble (poza łóżkiem) zostały zakupione w doskonale wszystkim znanym sklepie IKEA.

Wprowadziliśmy się do mieszkania, które było zupełnie puste. Oczywiście najpierw musieliśmy dokładnie wszystko pomierzyć i przemyśleć, co gdzie postawimy oraz czego dokładnie potrzebujemy. Kolor mebli był oczywistym wyborem, ponieważ ja od zawsze ubóstwiam meble w kolorze bieli. I tylko takie mają rację bytu w moim domu. Mowa rzecz jasna o matowej bieli, a nie tej high-gloss.

Przez pierwszych kilka dni spaliśmy na dmuchanym materacu. Potem postanowiliśmy zakupić ramę łóżka oraz materac. Udało nam się upolować białe łoże małżeńskie wykonane ze skóropodobnego materiału. Od tego samego sprzedawcy zamówiliśmy również materac, z którego nie do końca jesteśmy zadowoleni (jest za miękki), ale to już inna sprawa. Samo łóżko jest naprawdę bardzo ładne i dobrze wykonane. Jedynym minusem jest fakt, że jest dość niskie. Na zdjęciu podczas zamawiania wydawało się, że będzie wyższe. Jednakże myślę, że wszystko jest kwestią przyzwyczajenia. Na zdjęciach obok łóżka zobaczycie również szafki nocne. Uważam, że żadna sypialnia małżeńska nie powinna istnieć bez tego typu szafek. Zresztą sypialnia jest moim królestwem, kocham w niej odpoczywać. Uwielbiam wieczorami zaparzyć sobie gorącą herbatę by móc zaszyć się w zaciszu mojej sypialni i relaksować się przy dobrej książce, czy też zwyczajnie poczytać inne blogi. Szafki posiadają półkę pod blatem oraz słusznych rozmiarów szufladę. Dzięki temu wiele rzeczy można schować, a wszystko, czego najbardziej potrzebujecie możecie mieć pod ręką.

Ponieważ pomieszczenie sypialniane jest dość duże postanowiliśmy wstawić do niego dodatkowo szafę oraz komodę po to, by móc pochować wszystkie nasze ubrania. Szafa zawiera wieszak na ubrania oraz jedną półkę, komoda jest dość wysoka i posiada 4 bardzo pojemne szuflady.

Ponieważ jest to mieszkanie na poddaszu to posiada skosy, które osłabiają poziom ustawności mebli. Jednakże przy dobrych pomiarach i nie lada pomysłowości wszystko da się zrobić. W głębi pokoju jest nietypowa wnęka. Dość długo zastanawiałam się jak wykorzystać tą wolną przestrzeń. Nie chciałam jej za bardzo zagracać. Ale coś musiałam wymyślić, ponieważ zostało jeszcze sporo rzeczy do pochowania. I wpadłam na pomysł by kupić mebel z serii Kallax. To taki regał z możliwością pozostawienia pustych półek lub wstawienia w nie specjalnych pojemników, czy pudełek. Każdy może ten mebel zagospodarować jak mu wygodnie.

Oczywiście jako kobieta marzyłam o tym by mieć własną toaletkę, czyli miejsce, gdzie będę mogła wykonywać makijaże oraz przechowywać moje kosmetyki. Od zawsze myślałam o toaletce ze sklepu IKEA o nazwie MALM, ale doszłam do wniosku, że na tą chwilę nie mogę sobie na nią pozwolić, gdyż mam ograniczony budżet. Postanowiłam więc, że kupię mniejszy mebel, który idealnie wpasuje się pod oknem, a przy okazji będzie współgrał z pozostałymi meblami. Aktualnie toaletka jest gotowa, brakuje tylko krzesła. Ale mam już pomysł w głowie i myślę o takim krześle barowym z regulowaną wysokością ze skórzanym, białym obiciem.

Tak wygląda w całości nasz dziwaczny kącik…

20160407_142030.jpg

Na koniec zostawiłam salon. Jest mały, ale bardzo lubię w nim przebywać. Aczkolwiek to bardziej azyl mojego męża. On jak każdy facet lubi odpocząć na kanapie przed telewizorem. Mieliśmy problem z zakupem odpowiedniej szafki pod telewizor, bo zależało nam na czymś niskim, ale jednocześnie z odpowiednią wnęką tak by zmieścił nam się sprzęt grający, który zostawiliśmy w Polsce i który zamierzamy ściągnąć. Postanowiłam znów zainwestować w mebel z serii Kallax tylko po swojemu go odrobinę przerobić, a mianowicie wyjęłam środkową półkę. I powstała bardzo fajna szafka o odpowiedniej wysokości oraz z wysokim otworem na sprzęty. Poza tym dokupiliśmy stolik kawowy z dodatkową półką by pod stołem trzymać klawiaturę, mysz oraz i pilot. Kanapa została zakupiona spoza sklepu IKEA stacjonarnie w sklepie.

Tak wygląda właśnie moje mieszkanie. Może nie są to meble najwyższej jakości i z najwyższej półki, ale przecież nie chodzi o to by szastać kasą tylko by nadać wnętrzu przyjemnego charakteru tak by wszyscy domownicy dobrze się w nim czuli.

A jakie Wy macie pomysły na urządzanie wnętrz we własnym domu? Czy też stawiacie przede wszystkim na wygodę i prostotę, czy może liczy się dla Was coś zupełnie innego? Chętnie poznam Wasze spojrzenie na ten aspekt życia, jakim jest meblowanie. Tymczasem udanego dnia kochani.

Otagowane , ,

Moje włosy kiedyś i dziś…

baner_fryzjerstwo

Zawsze marzyłam o tym by mieć piękne, długie włosy. Zachwycałam się dziewczynami, które były posiadaczkami włosów długości do pasa lub dłuższych. Niestety bujna czupryna i długie włosy były mnie nieosiągalne. Przede wszystkim dlatego, że moje włosy bardzo wolno rosły. Nawet moja fryzjerka stwierdziła, że rosną w bardzo wolnym tempie, ponieważ przyrost u normalnego człowieka wynosi około 1 cm na miesiąc, a mi przez okres półtora roku wyrosło raptem 8 cm. No cóż… tak było. Na to jakie dzisiaj mam włosy wpłynęło kilka czynników. Dzisiaj postaram się o nich napisać.

Po pierwsze zmieniłam fryzjera. Znalazłam wspaniałą kobietę, która zna się na swoim fachu, a przede wszystkim słucha tego, co się do niej mówi. Byłam zadowolona, bo poprosiłam ją wyłącznie o podcięcie końcówek i tak się stało. Niestety wielu fryzjerów uważa, że końcówki mają 5 cm i potem się dziwią, że klienci do nich nie wracają. Myślę, że wiele z Was wie, co mam na myśli. Drugim czynnikiem był fakt, że fryzjerka podcinała mi włosy wyłącznie ostrymi nożyczkami i niczego więcej z nimi nie robiła, czyli nie stosowała dodatkowych udogodnień typu cieniowanie, czy degażowanie. Na tak cienkich włosach (choć nie jest tragicznie) jak moje tego typu zabiegi nie powinny być stosowane, ponieważ niszczą włosy i powodują puszenie.

Kolejnym czynnikiem, który spowodował, że moje włosy są wreszcie długie jest fakt, iż przestałam je farbować. Tak… kompletnie zrezygnowałam z zabiegów farbowania. Zawsze mi się wydawało, że mój kolor włosów to taki typowy mysi blond. Jednakże postanowiłam zaryzykować i sprawdzić, jak będę w nim wyglądała. Kiedy odrost wynosił około 10 cm okazało się, że kolor jest całkiem ładny. Dodam, że zanim zaczęłam hodować swoje naturalne włosy poszłam do fryzjera by nałożył mi ostatni raz farbę w kolorze zbliżonym do tego, który widział na odrostach. Kolor nie był identyczny, ale różnica nie rzucała się w oczy. Po pewnym czasie wyglądałam, jakbym miała delikatne ombre. W lipcu minie dokładnie 3 lata odkąd nie farbuję włosów. Dzisiaj wiem, że to była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć. Teraz z racji tego, że nie męczę włosów zabiegami farbowania ich kondycja jest o niebo lepsza i nie mam z nimi absolutnie żadnych problemów.

Co jeszcze spowodowało, że moje włosy wreszcie osiągnęły taką, a nie inną długość? Otóż burza hormonów mi w tym bardzo pomogła. W czerwcu ubiegłego roku okazało się, że zostanę mamą. I to właśnie ciąża jest główną przyczyną szybkiego wzrostu moich włosów. Przez mój odmienny stan włosy stały się lśniące, sypkie i łatwe do układania. Marzenie każdej kobiety. Ludzie ostrzegali mnie, że wszystko, co w trakcie ciąży mi urosło po urodzeniu dziecka wypadnie. Otóż okazuje się, że nie w każdym przypadku to się sprawdza. Aktualnie minęło półtora miesiąca od narodzin mojej córeczki, a włosy nadal są w świetnej kondycji i nie wypada ich za wiele. Śmiem twierdzić, że po rozczesaniu na szczotce pozostaje ich o wiele mniejsza ilość niż w trakcie ciąży. Także nie obawiajcie się na zapas, gdy ktoś mówi Wam, że stracicie włosy po porodzie, gdyż wcale tak być nie musi.

Ostatnia rzecz, jaka się zmieniła to moja pielęgnacja. Przestałam szaleć z kosmetykami do włosów bardziej ze względu na brak czasu i ochoty. Używam wyłącznie szamponu, który sprawdza mi się od lat – Pantene Pro-V Intensywna regeneracja. Uwielbiam go i na razie nie zamierzam testować żadnego innego. Przez okres ciąży codziennie po myciu nakładałam odżywkę marki Isana – Oil care. Teraz po umyciu włosów szamponem i osuszeniu ich ręcznikiem nakładam na całą długość odrobinę olejku. Aktualnie kończę opakowanie olejku Isana. Potem wypróbuję olejek marki L’Oreal Paris, który już czeka na swoją kolej w szafce. Włosy związuję po myciu w kucyk przy użyciu gumki do włosów InvisiBobble. Jest świetna, ponieważ nie powoduje odkształceń takich, jak zwykłe gumki. I na tym polega cała moja pielęgnacja włosów.

Jak się okazuje po raz kolejny sprawdza się powiedzenie, że im mniej tym lepiej. Nie wykonuję wielu zabiegów, nie wkładam wiele [racy w pielęgnację, włosy podcinam raz na rok i jestem bardzo zadowolona ze swoich włosów pod każdym względem. Kusi mnie teraz ich rozjaśnienie, ale chyba jednak się nie skuszę.

 

 

 

 

A jak Wy dbacie o swoje włosy? Może macie dla mnie jakieś rady? Chętnie poczytam o Waszych spostrzeżeniach. Miłego popołudnia kochani.

Otagowane , ,

Szczerość…

truth.jpg

Ostatnio doszłam do wniosku, że bardzo ciężko jest poznać naprawdę wartościowych ludzi. Większość jest interesowna i utrzymuje z nami kontakt wyłącznie dlatego, że czegoś od nas oczekuje w zamian. Zwykle mowa o pieniądzach, czasem o przysługach innego rodzaju. Poza tym zauważam każdego dnia jak wielu ludzi dwulicowych nas otacza. Jedno mówią, drugie robią. Jeśli coś im się w nas nie podoba to ze strachu przed atakiem, czy krytyką nie mówią tego bezpośrednio nam tylko osobom postronnym. A te osoby czasem nie potrafią się bronić lub zwyczajnie szkoda im na to sił, bo to walka z wiatrakami. Czy tak właśnie powinno być? Czy nie powinniśmy zawsze stawiać na szczerość wobec drugiego człowieka? Dlaczego tak bardzo boimy się zwrócić komuś uwagę wprost? Czemu obgadujemy ludzi za plecami lub obarczamy winą innych? Ja zawsze mówię prawdę prosto w oczy… Nawet wtedy, gdy wiem, że może zaboleć. Uważam, że tak jest lepiej. Może nie każdy się ze mną zgodzi, może nawet niektórzy powiedzą, że to moja wada. Ja jestem jednak innego zdania. Moi prawdziwi przyjaciele cenią mnie zwłaszcza za tą szczerość. Nie udaję kogoś, kim nie jestem, nie maskuję się. Jestem sobą zawsze i wszędzie! Czy nie byłoby łatwiej, gdyby ludzie byli ze sobą szczerzy i mówili, co im leży na sercu? Co o tym myślicie?