Lato w sercu…

P1120540.JPG

Mamy prawdziwe lato. Nigdy bym nie przypuszczała, że w maju będę plażowała. A tu proszę… Wczoraj po raz pierwszy z córeczką byliśmy nad morzem. Mąż wrócił z pracy i postanowiliśmy się troszkę dotlenić i zrelaksować słuchając szumu fal. Pogoda sprzyjała, bo było ciepło i wiał przyjemny wiaterek, więc nie było upalnie. Ludzi na plaży sporo, ale nikt nikomu nie przeszkadzał. Jedni grilowali, inni uprawiali jogę, jeszcze inni budowali babki z pisaku ze swoimi dziećmi. Sielanka. Uwielbiam nadmorskie powietrze. To wspaniałe móc po ciężkim dniu iść na plażę by spokojnie posiedzieć i pogapić się na rozbijające o falochron fale. Poza tym w ciszy i spokoju można zatrzymać się w tym całym pędzie życia i zastanowić nad tym, co nas czeka w nadchodzącej przyszłości.

IMG_20160529_200259

Niby dni lecą szybko i w zasadzie bez większych rewelacji. Ale moje myśli krążą już wokół zbliżającego się wyjazdu. Otóż jadę do Polski… Wreszcie! Nie byłam tam już rok. To cholernie długo. Niestety wcześniejszy wyjazd z wielu powodów był niemożliwy. Ale może to dobrze? Może dzięki temu wreszcie poznałam prawdziwy smak tęsknoty? Nigdy za nikim nie tęskniłam i nie znałam tego uczucia. Aż do teraz. Brakuje mi mamy, ukochanego kota, rodziców męża, ich psa, przyjaciół pozostawionych na miejscu… Samego kraju mi nie brakuje, bo jednak kultura osobista rodowitych anglików jest na wiele wyższym poziomie niż naszych rodaków. W Polsce rzadko się zdarza by ktoś przepuścił mnie w drzwiach, czy podał mi masło w markecie. Tutaj zdarza się to bardzo często. Dzisiaj np. pewien pan specjalnie przebiegł przez ulicę by pomóc mi z drzwiami bym mogła swobodnie wjechać wózkiem bez zbędnych przepychanek. Czy to nie wspaniałe? Oczywiście nie twierdzę, że w Polsce nie ma już w ogóle ludzi kulturalnych i uczynnych. Ale śmiem twierdzić, że jest ich o wiele mniej niż tutaj. Tak, czy inaczej bardzo się cieszę na nasz wyjazd i już odliczam dni do wylotu…

20160530_153416.jpg

 

Okiem obiektywu…

20160516_115607.jpg

Dawno mnie nie było. Wiem… i bardzo przepraszam. Ale macierzyństwo mnie totalnie pochłonęło i nie chcę Was tym zanudzać. Dzisiaj postanowiłam pokazać Wam sporo zdjęć z miejsc, które znajdują się niedaleko mojego miejsca zamieszkania i które są moim zdaniem godne polecenia w kwestii zwiedzania. Będzie też kilka fotek, na których uchwyciłam tak zwane magiczne chwile z mojego życia. Enjoy!

Na zdjęciach powyżej widzicie miejsce przepiękne moim zdaniem. Widziałam je po raz pierwszy w marcu 2015 jeszcze zanim przeprowadziłam się do Anglii na stałe. Raz zobaczyłam i się zakochałam. Czyż nie jest uroczo?

A tu były moje mamuśki na wycieczce wraz z mężem. Ja tego dnia zostałam z córeczką w domu i trochę żałuję, bo ten kolos naprawdę robi wrażenie.

A tutaj kilka zwierzaków uchwyconych zupełnie przypadkowo w wielu różnych miejscach. Lubię takie „zwierzęce” fotki.

Bardzo różne widoki, które fotografowaliśmy w trakcie pobytu mamusiek. Oj… czuć było, że lato zbliża się wielkimi krokami.

Kilka chwil mile spędzonych z rodziną. Uwielbiam spacery, ale najbardziej w miłym towarzystwie.

Na koniec zgodnie z obietnicą kilka magicznych dla mnie chwil…

Mam nadzieję, że Wam się podobało. Tymczasem ja uciekam cieszyć się piękną nadmorską pogodą. Pozdrawiam!

Otagowane ,

Coś zrozumiałam…

P1120445.JPG

Wizyta babć Julii już za nami. Było bardzo miło, choć odrobinę męcząco. Zapewne inaczej byłoby, gdybyśmy mieli dodatkowy pokój gościnny, bo wtedy babcie miałyby własny pokój. A tak były zmuszone spać w salonie i to dezorganizowało nam dni. Ale i tak się bardzo cieszę z tej wizyty, bo wniosła w moje życie wiele i pozwoliła na zrozumienie kilku spraw.

Zrozumiałam, że moja mama jest dla mnie bardzo ważna. Ma już swoje lata, jest może trochę niezdarna i roztrzepana, coraz słabiej słyszy, ale mimo wszystko to nadal moja mama. Ta sama, która mnie urodziła i pielęgnowała przez całe dzieciństwo. Dbała o mnie, uczyła wszystkiego. Była przy mnie w dobrych i złych chwilach, pomagała wybrnąć z każdej kryzysowej sytuacji. Ogólnie zawsze była dobrą mamą. Po powrocie mamy do Polski poczułam, że tęsknię. Doszłam do wniosku, że mama mnie naprawdę bardzo kocha, a ja kocham ją. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby jej zabraknąć w moim życiu. Mama jest naprawdę ważną osobą dla mnie. A najbardziej cenię ją za to, że jest chyba jedyną osobą, która mi wszystko wybaczy i będzie mnie kochała niezależnie od tego, co złego zrobię.

Także dziękuję Bogu, że mam właśnie taką mamę i proszę by żyła jak najdłużej. Mam nadzieję, że moja córka kiedyś będzie kochała mnie tak samo mocno jak ja kocham swoją mamę.

20160423_130656.jpg

11.jpg

Czy mama nie karmiąca piersią to wyrodna mama?

Minkinablog.jpg

Przyznam szczerze, że temat karmienia piersią przewijał się przez całą moją ciążę i nadal cały czas się z nim spotykam pewnie z racji tego, że wiele moich koleżanek i kuzynek właśnie urodziło bądź jest w odmiennym stanie. Podczas ciąży często byłam pytana, czy zamierzam karmić piersią, a po narodzinach byłam pytana, czemu nie karmię. Wielokrotnie byłam obrzucana dzikim spojrzeniem, które mówiło: „Jesteś złą matką, skoro nie przystawiasz dziecka do piersi.” W szpitalu była jedna położna, która na siłę próbowała przystawiać moją córkę do cyca, a to niestety skutkowało moją frustracją i złością. Wiem, że ta kobieta chciała mi tylko pomóc, ale mimo wszystko nacisk z jej strony spowodował zupełnie odwrotny skutek. Mówiła, że mam się zrelaksować i wtedy będzie lepiej. A jak ja niby miałam się zrelaksować leżąc w szpitalu z innymi kobietami za zasłoną i ze świadomością, że moje piersi nie chcą dawać mleka? Wszyscy myślą, że jak kobieta nie karmi mlekiem naturalnym to jest wyrodną matką? Serio? A czy ktoś zastanowił się w ogóle z jakiego powodu owa mama odstawiła swoje dziecko od piersi i zaczęła karmienie mlekiem modyfikowanym? Czy ktoś pomyślał, że może ona robi to dla dobra dziecka lub np. dla własnego zdrowia psychicznego? Pewnie nie, bo najłatwiej jest kogoś pochopnie oceniać i potępiać.

Powiem Wam jak to było w moim przypadku. Moja córka niemalże od samego początku jest karmiona mlekiem modyfikowanym. Powodów było kilka. Oczywiście próbowałam przystawiać ją do piersi. Niestety miałam bardzo mało pokarmu. Tak tak… wiem, że im częściej się dziecko przystawia do piersi tym bardziej przyspiesza produkcja mleka. Niestety w moim przypadku problemem był fakt, że mała nie potrafiła do końca złapać sutka, a to z kolei skutkowało tym, że się denerwowała. Kiedy już całkiem dobrze chwyciła sutek, mleka leciało jak na lekarstwo, więc się kompletnie nie najadała. I co następowało? To chyba oczywiste… Mała była głodna. A dziecko głodne to dziecko płaczące. I tym sposobem mała przeraźliwie płakała, a ja jako kompletnie niedoświadczona mama nie wiedziałam, co robić. Położna w końcu zabrała ją, nakarmiła butlą i dziecko zasnęło zupełnie spokojne z całkowicie pełnym brzuchem. A ja wreszcie poczułam ulgę, bo wiedziałam, że moje dziecko już nie jest głodne i wreszcie może odpocząć. I co, jestem złą mamą, bo wolałam nakarmić dziecko mlekiem modyfikowanym? A może powinnam jednak tego nie robić i zagłodzić własne dziecko?

Drugim ważnym powodem odstawienia dziecka od piersi był fakt, iż mała dostała żółtaczki niemowlęcej. I nie byłoby w tym nić dziwnego, bo przecież 90% niemowląt łapie ten stan, gdyby nie fakt, iż między mną, a moją córką pojawił się konflikt grup krwi. Otóż okazało się, że z racji tego konfliktu doskonałym posunięciem z mojej strony było zaprzestanie karmienia piersią. Dlaczego? Ponieważ im dłużej karmiłabym małą naturalnie, tym dłużej utrzymywał by się u niej żółty odcień skóry. A tak przez tydzień mała jadła mleko sztuczne i była naświetlana pod lampą UV, dzięki czemu po tym czasie wypuścili nas do domu.

mleko.jpg

Na sam koniec chciałabym dodać, że moim zdaniem nie każda kobieta nadaje się do karmienia piersią. Ja doszłam do wniosku, że to nie dla mnie. Nie zamierzam nikomu tłumaczyć, dlaczego wyciągnęłam takie wnioski, ponieważ to wyłącznie moje indywidualne odczucia i nikomu nic do tego. Napisałam ten post wyłącznie dlatego, że wkurzają mnie już docinki „piersiowych” mam, które próbują za wszelką cenę mi wmawiać, że nie powinnam tak szybko rezygnować z karmienia piersią swojego dziecka i które tym samym chcą chyba wywołać u mnie wyrzuty sumienia. Otóż miałam je przez chwilę na początku, ale potem doszłam do wniosku, że zupełnie niepotrzebnie. Sama jeszcze dodatkowo się tym dołowałam. A przecież karmienie butelką ma też swoje plusy. Przede wszystkim nie musisz trzymać diety i wiecznie uważać na to, co jesz by nie zaszkodzić dziecku. Poza tym możesz karmić wszędzie, bo butelka nikogo w oczy nie kłuje, a pierś kobieca to już może być kłopot. Ja jestem przeciwniczką mamusiek, które przy wszystkich wyjmują pierś i karmią dziecko. Owszem… to jest naturalny sposób karmienia, ale może warto by było robić to w ustronnym miejscu, a nie np. przy stole z rodziną, czy na ławce w parku. Oczywiście to tylko i wyłącznie moje zdanie na ten temat, a każdy ma prawo do własnego.

1fota pop

Reasumując… Odstawiłam moją córkę od piersi z racji konfliktu grup krwi (co ostatecznie pomogło) oraz dlatego, że zwyczajnie czułam, że się do tego nie nadaję i ponieważ nie chciałam by moje dziecko zasypiało głodne. Kocham moją Julię całym sercem i dbam o nią każdego dnia. Tulę, dbam o czystość, daję miłość w każdej postaci. Czy nadal wobec tego uważacie, że jestem złą mamą? Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

 

Zapiekanka z tortellini i brokułem.

20160408_204955

Dzisiaj postanowiłam dać Wam przepis na jedną z moich ulubionych zapiekanek. Główne jej składniki to tortellini i brokuł. Zapiekanka jest bardzo prosta i szybka w przygotowaniu. To ciekawy pomysł na szybki obiad. Jeśli jesteście łasuchami to zapraszam do dalszej lektury.

Składniki

Brokuł gotujemy ze szczyptą soli oraz łyżeczką cukru. Odcedzamy i przelewamy zimną wodą. Pozostawiamy do momentu, aż woda całkowicie obcieknie.

Tortellini gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Po ugotowaniu również przelewamy zimną wodą.

Mięso oddzielamy od kości i kroimy na drobne kawałki. Następnie wrzucamy do miski. Wsypujemy przyprawę kebab-gyros, bazylię oraz vegetę i energicznie mieszamy. Potem na patelni rozgrzewamy odrobinkę oleju i smażymy mięso do momentu aż zrobi się brązowe.

Śmietanę mieszamy z odrobiną soli i pieprzu.

Przygotowujemy naczynie żaroodporne lub blachę wyłożoną folią. Układamy tortellini, następnie mięso, potem brokuł. Całość zalewamy śmietaną i posypujemy startym serem mozzarella.

20160408_210125

20160408_210332

Zapiekankę wstawiamy do piekarnika ustawionego na termoobieg i pieczemy około 30 minut w temperaturze 200°C. Smacznego!

20160408_220947

Urządzanie mieszkania tanim kosztem, czyli zakupy meblowe w sklepie IKEA.

20160407_170018.jpg

Dzisiaj postanowiłam napisać na temat zakupów meblowych poczynionych przeze mnie w ramach urządzania mieszkania po przeprowadzce. W zakupach chodziło o to by było jak najtaniej i by udało się pochować wszystko tak by w mieszkaniu było czysto i schludnie. Myślę, że udało mi się osiągnąć obydwa cele. Wszystkie meble (poza łóżkiem) zostały zakupione w doskonale wszystkim znanym sklepie IKEA.

Wprowadziliśmy się do mieszkania, które było zupełnie puste. Oczywiście najpierw musieliśmy dokładnie wszystko pomierzyć i przemyśleć, co gdzie postawimy oraz czego dokładnie potrzebujemy. Kolor mebli był oczywistym wyborem, ponieważ ja od zawsze ubóstwiam meble w kolorze bieli. I tylko takie mają rację bytu w moim domu. Mowa rzecz jasna o matowej bieli, a nie tej high-gloss.

Przez pierwszych kilka dni spaliśmy na dmuchanym materacu. Potem postanowiliśmy zakupić ramę łóżka oraz materac. Udało nam się upolować białe łoże małżeńskie wykonane ze skóropodobnego materiału. Od tego samego sprzedawcy zamówiliśmy również materac, z którego nie do końca jesteśmy zadowoleni (jest za miękki), ale to już inna sprawa. Samo łóżko jest naprawdę bardzo ładne i dobrze wykonane. Jedynym minusem jest fakt, że jest dość niskie. Na zdjęciu podczas zamawiania wydawało się, że będzie wyższe. Jednakże myślę, że wszystko jest kwestią przyzwyczajenia. Na zdjęciach obok łóżka zobaczycie również szafki nocne. Uważam, że żadna sypialnia małżeńska nie powinna istnieć bez tego typu szafek. Zresztą sypialnia jest moim królestwem, kocham w niej odpoczywać. Uwielbiam wieczorami zaparzyć sobie gorącą herbatę by móc zaszyć się w zaciszu mojej sypialni i relaksować się przy dobrej książce, czy też zwyczajnie poczytać inne blogi. Szafki posiadają półkę pod blatem oraz słusznych rozmiarów szufladę. Dzięki temu wiele rzeczy można schować, a wszystko, czego najbardziej potrzebujecie możecie mieć pod ręką.

Ponieważ pomieszczenie sypialniane jest dość duże postanowiliśmy wstawić do niego dodatkowo szafę oraz komodę po to, by móc pochować wszystkie nasze ubrania. Szafa zawiera wieszak na ubrania oraz jedną półkę, komoda jest dość wysoka i posiada 4 bardzo pojemne szuflady.

Ponieważ jest to mieszkanie na poddaszu to posiada skosy, które osłabiają poziom ustawności mebli. Jednakże przy dobrych pomiarach i nie lada pomysłowości wszystko da się zrobić. W głębi pokoju jest nietypowa wnęka. Dość długo zastanawiałam się jak wykorzystać tą wolną przestrzeń. Nie chciałam jej za bardzo zagracać. Ale coś musiałam wymyślić, ponieważ zostało jeszcze sporo rzeczy do pochowania. I wpadłam na pomysł by kupić mebel z serii Kallax. To taki regał z możliwością pozostawienia pustych półek lub wstawienia w nie specjalnych pojemników, czy pudełek. Każdy może ten mebel zagospodarować jak mu wygodnie.

Oczywiście jako kobieta marzyłam o tym by mieć własną toaletkę, czyli miejsce, gdzie będę mogła wykonywać makijaże oraz przechowywać moje kosmetyki. Od zawsze myślałam o toaletce ze sklepu IKEA o nazwie MALM, ale doszłam do wniosku, że na tą chwilę nie mogę sobie na nią pozwolić, gdyż mam ograniczony budżet. Postanowiłam więc, że kupię mniejszy mebel, który idealnie wpasuje się pod oknem, a przy okazji będzie współgrał z pozostałymi meblami. Aktualnie toaletka jest gotowa, brakuje tylko krzesła. Ale mam już pomysł w głowie i myślę o takim krześle barowym z regulowaną wysokością ze skórzanym, białym obiciem.

Tak wygląda w całości nasz dziwaczny kącik…

20160407_142030.jpg

Na koniec zostawiłam salon. Jest mały, ale bardzo lubię w nim przebywać. Aczkolwiek to bardziej azyl mojego męża. On jak każdy facet lubi odpocząć na kanapie przed telewizorem. Mieliśmy problem z zakupem odpowiedniej szafki pod telewizor, bo zależało nam na czymś niskim, ale jednocześnie z odpowiednią wnęką tak by zmieścił nam się sprzęt grający, który zostawiliśmy w Polsce i który zamierzamy ściągnąć. Postanowiłam znów zainwestować w mebel z serii Kallax tylko po swojemu go odrobinę przerobić, a mianowicie wyjęłam środkową półkę. I powstała bardzo fajna szafka o odpowiedniej wysokości oraz z wysokim otworem na sprzęty. Poza tym dokupiliśmy stolik kawowy z dodatkową półką by pod stołem trzymać klawiaturę, mysz oraz i pilot. Kanapa została zakupiona spoza sklepu IKEA stacjonarnie w sklepie.

Tak wygląda właśnie moje mieszkanie. Może nie są to meble najwyższej jakości i z najwyższej półki, ale przecież nie chodzi o to by szastać kasą tylko by nadać wnętrzu przyjemnego charakteru tak by wszyscy domownicy dobrze się w nim czuli.

A jakie Wy macie pomysły na urządzanie wnętrz we własnym domu? Czy też stawiacie przede wszystkim na wygodę i prostotę, czy może liczy się dla Was coś zupełnie innego? Chętnie poznam Wasze spojrzenie na ten aspekt życia, jakim jest meblowanie. Tymczasem udanego dnia kochani.

Otagowane , ,