Tag Archives: Życie

Święta coraz bliżej, a z nimi zmiany…

christmas_decoration.jpg

Przygotowania do Świąt u ludzi wokół idą pełną parą. Mnóstwo ludzi biega po sklepach, szaleje na zakupach. A ja w tym roku na spokojnie siedzę w domu. Mam dwa prezenty dla mojego męża. Jeden mały, zapakowany w papier do rozpakowania w Święta, a drugi większy w brzuszku, który się sam rozpakuje za jakieś 2 miesiące. Jak o tym myślę, to uśmiech rysuje się na mojej twarzy.

Święta w tym roku spędzimy z naszymi współlokatorami, z którymi przez ostatnie  miesięcy się mocno zżyliśmy. Traktujemy ich w zasadzie jak przyjaciół. Myślę, że dzięki nim te Święta będą przyjemne i poczujemy choć namiastkę rodzinnej atmosfery. Na początku miałam zamiar w Święta zaszyć się pod kołdrą i zupełnie nie wychodzić, ale teraz myślę, że będzie super atmosfera.

A po Świętach stanie się to, na co od dawna czekałam. Przeprowadzamy się do 3-pokojowego mieszkania. Już nie będziemy wynajmowali pokoju w domu z innymi ludźmi. Wreszcie będziemy mieszkali sami z mężem, a od marca z córeczką. Jestem bardzo szczęśliwa. Nie narzekam, bo trafiliśmy na naprawdę normalnych, bezproblemowych ludzi, ale jednak mieszkanie na swoim to zupełnie inna bajka. Wolę ciasne, ale własne. Tak, czy owak Sylwester spędzamy już na własnych „śmieciach”.

A jak Wasze przygotowania do Świąt? Szykują się też jakieś większe zmiany w życiu?

Otagowane ,

Jestem szczęśliwa…

Już nie sypiam na rozpalonym prześcieradle, które skłębiła namiętność.
Nie przytulam ze smutkiem stygnącej poduszki, której odebrał ciepło mój pan i władca.
Ktoś nowy zabrał mi spokój.
Z nim spędzam bezsenne noce wśród wzburzonej pościeli.
Rozmawiamy ze sobą tajemnym szyfrem, alfabetem starym jak świat.
Nurzamy się wśród pierzyn, ostrożniej z każdym nowym miesiącem.
Matka i dziecko…
Nienarodzone…
Wyśnione…
jak-rosnie-brzuch-w-ciazy-550
Otagowane ,

Mała przerwa…

Na wstępie chciałam Was serdecznie przeprosić za to, że tak mało wstawiam postów na swojego bloga oraz za to, że nie zaglądam na Wasze stronki. Niestety mam trochę zawirowań w życiu, troszkę bałaganu, który muszę uporządkować, różne zmiany i tym podobne. Obiecuję, że jak tylko się ze wszystkim uporam to będę wstawiała posty częściej. Może nie codziennie, ale mam nadzieję, że np. raz w tygodniu mi się uda. Na tą chwilę, co jakiś czas w wolnej chwili będę do Was zaglądała, ale zapewne nie uda mi się nadrobić wszystkich wstawionych przez Was postów.

Pozdrawiam Was serdecznie i proszę o cierpliwość i wyrozumiałość…

Otagowane

Trochę tęsknię…

Luty był dla mnie dość ciężki, ponieważ musiałam oddać w dobre ręce moją kocicę. Mrusia mieszkała z nami od około 3 lat, a jej towarzyszem zabaw był kot Borys (z nami od małego). Niestety kociaki nie dogadywały się ze sobą, Borys małą zastraszał i przez to ona nie czuła się komfortowo. Zlitowała się nad nią moja mama i wzięła ją do siebie. Mrusia była u mamy kilka miesięcy. Jednakże mamie przez ten czas bardzo mocno nasiliła się alergia na kocią sierść, nie mogła spać i miała czerwone, napuchnięte oczy. Niestety nadszedł moment, którego się obawiałam… czas szukania innego domu dla Mrusi. W styczniu wrzuciłam ogłoszenie do Internetu. Odezwał się jakiś Pan, spotkał się ze mną by ją zobaczyć. Miał się odezwać, ale tego nie zrobił… nigdy. W lutym pewnego ranka zadzwoniła do mnie bardzo sympatyczna Pani. Zapytała, kiedy mogłaby podjechać z mężem by poznać Mrusię. Umówiłam się z nią tego samego dnia, bo akurat byłam niedaleko domu mojej mamy. Pani Magda z mężem przyjechała punktualnie o umówionej porze. Widać było, że oboje z mężem uwielbiają zwierzęta. Mrusia nie odstępowała ich na krok i jak przystało na prawdziwego kota kanapowego wystawiała brzuszek do głaskania. Poczułam, że to jest to! Pani Magda zdecydowała się wziąć ją od razu. Pożyczyłam jej transporter, spakowałam kocicę (ciężko było ją złapać) i mała pojechała w świat. Jest mi smutno, bo pożegnanie było szybkie. Nie zdążyłam jej nawet przytulić i powiedzieć, że przepraszam i że będę tęskniła… No cóż, czasem w życiu bywa i tak… Na szczęście mam kontakt z nowymi właścicielami Mrusi, którzy obiecali mi, że co jakiś czas dostanę od nich e-maila ze zdjęciem mojej księżniczki… Kochałam Mrusię tak samo, jak kocham Borysa i dlatego zawsze będę o niej pamiętała…

Otagowane , ,

Home – Sweet home.

Tak sobie myślę, że idealnie by było, gdyby każdy na świecie miał swoje ukochane miejsce na Ziemi. Mam na myśli taki wymarzony dom lub mieszkanie, takie swoje, urządzone według własnych upodobań. Miejsce, do którego można się schować i czuć się swobodnie i bezpiecznie. Ja nadal nie mam takiego miejsca. Owszem, czuję się dobrze w domu u mamy, gdzie się w zasadzie wychowywałam, ale to nie to samo. Szukam cały czas swojego azylu.

Dom

Marzy mi się taki dom jak na zdjęciu. Chciałabym mieć własne podwórko, po którym kiedyś biegałyby moje dzieci wraz z dużym psem. Chciałabym mieć werandę by móc przysiąść na niej w deszczowy dzień z kubkiem kakao w dłoni i patrzeć na spadające krople. Chciałabym w domu mieć jadalnię, a w niej duży stół by móc jeść posiłki razem z całą rodziną. Marzy mi się też taki kącik z wygodnym fotelem lub leżanką przy oknie bym mogła czytać książki w ciszy i spokoju. Dobrze by było mieć też piękną garderobę bym nie musiała ograniczać się z butami, torebkami czy ubraniami. Przydałaby się też sypialnia z ogromnym łożem małżeńskim by móc czuć bliskość mojego mężczyzny każdej nocy. Chciałabym by obok sypialni był też mały pokoik, w którym stałaby moja toaletka, gdzie mogłabym tworzyć wszelkiego rodzaju makijaże inspirowane codziennością. Powinnam też mieć pokój „biurowy”, czyli taki, gdzie byłyby komputery każdego z nas (mój i męża) oraz półki z książkami, bo je bardzo lubię. Kuchnia? Tak… Musi być duża, bo gotowanie sprawia radość, ale tylko wtedy, gdy nikt mi nie przeszkadza. Musi być w niej dużo blatów by móc robić artystyczny nieład, doskonałe oświetlenie by nie poucinać sobie palców i oczywiście okna, by można było zerkać do ogrodu na wypoczywającą rodzinę. Aaa… zapomniałam o najważniejszym. Marzę by mój dom znajdował się w miejscowości nad samym morzem bym mogła zmęczona rutyną dnia codziennego pójść na spacer po plaży niezależnie od pory dnia, czy pogody…

Otagowane , , ,

Zagraniczna miłość…

zakochani

Dzisiaj trochę prywatnie…

Jakiś czas temu byłam w długoletnim związku. Związek trwał ponad 4 lata. Byłam już zaręczona. Nie będę wdawała się w szczegóły, bo nie o tym chciałam pisać. Chodziło bardziej o to, że przez okres ostatniego 1,5 roku już się między nami nie układało tak jak trzeba. Wtedy poznałam przez Internet pewnego chłopaka. Mieszkał zagranicą, pierwszą literą jego imienia było J. Więcej nie powiem, bo nie ma to sensu. W każdym razie wtedy, gdy w moim stałym związku się nie układało poznałam J. Pisaliśmy ze sobą codziennie i na każdy temat, rozumieliśmy się doskonale. Widywaliśmy się na Skype. Wiedzieliśmy o sobie bardzo wiele (wszystkiego nie wie o mnie nikt). To były cudowne chwile, zapominałam dzięki niemu o jakichkolwiek problemach. Zakochałam się… Pewnego razu J zaproponował bym była jego osobą towarzyszącą na weselu jego kolegi, które odbywa się w Polsce. Powiedziałam, że to byłoby nie fair w stosunku do mojego aktualnego partnera. A on zapytał, czy to, że teraz rozmawiamy jest fair? Miał rację. Dzisiaj to wiem… To właśnie dziś uświadomiłam sobie, że odmówienie mu było wielkim błędem. To jedna z niewielu decyzji życiowych podjętych przeze mnie, których żałuję. Gdybym pojechała z nim na to wesele moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. A tak przez kolejne 1,5 roku żyłam w związku bez jakiejkolwiek przyszłości.

Co było dalej? Pan J pojechał na to wesele sam. Tam poznał dziewczynę, która się nie zawahała i pojechała z nim od razu zagranicę stawiając wszystko na jedną kartę. I jak to się dla niej skończyło? Myślę, że doskonale. J wybudował tam piękny dom, wzięli ślub, urodziła im się córeczka. Generalnie założyli wspaniałą, szczęśliwą rodzinę. A pomyśleć, że ja mogłam być na jej miejscu… Ech 🙂 Nie ważne… cieszę się, że J jest zadowolony i że ułożył sobie życie. Cieszę się jego szczęściem. Owszem… wtedy nie podjęłam ryzyka i to była zła decyzja, bo przez nią tkwiłam dalej w toksycznym związku. Ale to też wiele mi dało. Każdy upadek kształtował moją osobowość i dzięki nowej mnie poznałam mojego męża, którego bardzo kocham. To jedyny mężczyzna, przy którym czuję się bezpieczna i kochana. Może nie należy do romantyków, ale za to dba o mnie i wiem, że nigdy by mnie nie skrzywdził. Im jestem starsza tym bardziej rozumiem, że w życiu nie chodzi o miłość i pożądanie (one po jakimś czasie słabną lub zanikają), a bardziej o to by partner był Twoim przyjacielem, na którym zawsze możesz polegać, by był oparciem w złych momentach życia, by śmiał się razem z Tobą w radosnych chwilach. Myślę, że mogę w pełni świadomie stwierdzić, że na dzień dzisiejszy jestem szczęśliwa…

Cały post pisałam przy tej właśnie piosence…

Pozdrawiam wszystkich.

 

Otagowane ,