Monthly Archives: Grudzień 2015

Święta coraz bliżej, a z nimi zmiany…

christmas_decoration.jpg

Przygotowania do Świąt u ludzi wokół idą pełną parą. Mnóstwo ludzi biega po sklepach, szaleje na zakupach. A ja w tym roku na spokojnie siedzę w domu. Mam dwa prezenty dla mojego męża. Jeden mały, zapakowany w papier do rozpakowania w Święta, a drugi większy w brzuszku, który się sam rozpakuje za jakieś 2 miesiące. Jak o tym myślę, to uśmiech rysuje się na mojej twarzy.

Święta w tym roku spędzimy z naszymi współlokatorami, z którymi przez ostatnie  miesięcy się mocno zżyliśmy. Traktujemy ich w zasadzie jak przyjaciół. Myślę, że dzięki nim te Święta będą przyjemne i poczujemy choć namiastkę rodzinnej atmosfery. Na początku miałam zamiar w Święta zaszyć się pod kołdrą i zupełnie nie wychodzić, ale teraz myślę, że będzie super atmosfera.

A po Świętach stanie się to, na co od dawna czekałam. Przeprowadzamy się do 3-pokojowego mieszkania. Już nie będziemy wynajmowali pokoju w domu z innymi ludźmi. Wreszcie będziemy mieszkali sami z mężem, a od marca z córeczką. Jestem bardzo szczęśliwa. Nie narzekam, bo trafiliśmy na naprawdę normalnych, bezproblemowych ludzi, ale jednak mieszkanie na swoim to zupełnie inna bajka. Wolę ciasne, ale własne. Tak, czy owak Sylwester spędzamy już na własnych „śmieciach”.

A jak Wasze przygotowania do Świąt? Szykują się też jakieś większe zmiany w życiu?

Otagowane ,

9 miesięcy to czas dojrzewania dziecka, ale i mamy…

Pregnant belly with blue ribbon, isolated on white background

Ciąża to niesamowity stan. Na początku wydawało mi się, że to żart. Jak to, ja w ciąży? Przecież to zupełnie niemożliwe. Potem usłyszałam bicie serca i to był pierwszy impuls do stwierdzenia, że to chyba jednak dzieje się naprawdę. Łzy wzruszenia. Potem zobaczyłam na USG zamiast fasolki normalne ludzkie kształty… Malutkie rączki, nóżki, głowę, kręgosłup. Niesamowite! Zadawałam sobie wtedy pytanie, czy ten mały człowiek naprawdę siedzi w moim brzuchu? Jak to możliwe? I nadszedł moment, gdy uwierzyłam już na 100%. Ludzik po raz pierwszy porządnie mnie kopnął i spowodował, że zatrząsł się cały jego „dom tymczasowy”, czyli mój brzuch. Byłam zszokowana i oszołomiona. To było coś niesamowitego i jednocześnie dziwnego. Dziś potrafię godzinami leżeć i patrzeć jak dziecko buja się na wszystkie możliwe strony. Jednakże to, co najbardziej mnie przeraża to miłość, która się narodziła między nami. To właśnie wtedy, gdy poczułam ten pierwszy, intensywny ruch zrozumiałam, że kocham całą sobą i że to, co będzie mnie łączyło z tą maleńką istotką będzie nierozerwalne. Boję się, bo skoro już teraz tak bardzo kocham ludzika zamieszkującego moje wnętrze, to jak mocno będę kochała go po tym, jak już go zobaczę i przytulę do piersi? Chyba wtedy oszaleję!

Już teraz wiem, dlaczego ciąża trwa 9 miesięcy. To nie tylko czas na to, by dziecko urosło i się w pełni rozwinęło. To przede wszystkim czas dla przyszłej mamy na to, by zrozumiała zmiany, jakie ją czekają, by dojrzała do swojej nowej roli życiowej i by nauczyła się kochać bezgranicznie. Ja od zawsze marzyłam o dziecku. Kiedy się jednak okazało, że zaszłam w ciążę poczułam wiele uczuć na raz. Mieszanka wybuchowa euforii, zaskoczenia, radości, paniki, strachu i wątpliwości. Teraz, gdy jestem w 7 miesiącu ciąży wreszcie mogę w pełni powiedzieć, że jestem gotowa na to by zostać mamą. Nie wiem, czy będę dobrą, czy złą mamą – życie to zweryfikuje. Ale dzisiaj już wiem na pewno, że ta mała istotka będzie najbardziej kochaną i najważniejszą osobą w moim życiu!

Otagowane

Dlaczego postanowiłam przeprowadzić się do UK?

Ryanair

Zacznijmy od najważniejszego, czyli od tego, że powodem mojego wyjazdu nie były problemy finansowe. Wspominam o tym, bo większość ludzi wyjeżdża dlatego, że poszukuje lepiej płatnej pracy. Ja wyjechałam w poszukiwaniu czegoś, co zagubiłam. Aczkolwiek praca była motorem napędowym do tego, by wyjechać…

Kiedy zaczynałam moją przygodę z pracą w mojej firmie, byłam na skraju załamania. Zaczęłam pracę tam na początku lipca 2009 roku, a w sierpniu rozstałam się z pierwszym narzeczonym. Wtedy praca pomagała mi nie myśleć. Potem okazało się, że się w niej spełniam. Poznawałam wielu wspaniałych ludzi, przyswajałam mnóstwo wiedzy, po prostu czułam, że żyję. I z czasem dzięki pracy zapomniałam o wszystkich kłopotach. Zaczęłam się spełniać, zarabiać na siebie i było fantastycznie. Potem poznałam mojego męża i było jeszcze cudowniej. Ale do czasu… Firma zaczęła podkręcać śrubę. Wcześniej liczyła się pomoc klientom, a sprzedaż była dodatkiem. Cele były realne, a ich osiągnięcie było łatwe i powodowało, że czułam się kimś. Z czasem kierownik zaczął naciskać, sprzedaż stała się najważniejsza, klient i jego potrzeby był na drugim miejscu. Cele stały się nierealne do realizacji, jeśli byłaś uczciwa. Nagle okazało się, że moja lojalność i pracowitość ni jak nie przekładają się na satysfakcję z pracy i pieniądze. Sprzedaż kiedyś była dla mnie przyjemnym dodatkiem do obsługi klienta, a nagle stała się czymś, co mnie przytłaczało. Przez to, że tak się wszystko zmieniało w firmie zmieniali się także ludzie. Już nie było czasu na to by pogadać, ludzie przestali się do siebie uśmiechać, przerwa była tylko na zrobienie kolejnej kawy i powiedzenie zdawkowego „cześć”. A potem znów siadałaś i robiłaś swoje, ale już bez pasji i bez energii. Ja nauczyłam się kłamać, oszukiwać klientów tylko po to by osiągać wyznaczone przez moją firmę cele. Stałam się zimna i arogancka. A tak naprawdę nikt nigdy mi za nic nie podziękował. Nikt nie docenił mojego wysiłku. Niestety moja umiejętność uśmiechania się do ludzi zniknęła, zachwiana została moja stabilność emocjonalna. Byłam nerwowa, czasem nawet sfrustrowana. Wiedziałam, że jest kiepsko, ale nic nie mogłam z tym zrobić, bo podobnie jak wielu ludzi miałam kredyty na głowie. Potem zaczęły się roszady w firmie i okazało się, że większości ludzi zupełnie nie znasz, a znajomi pracownicy zostali zwolnieni lub sami odeszli. Generalnie jeden wielki śmietnik się zrobił.

Potem pojawiła się dla mnie iskierka nadziei, bo zaczął ze mną pracować mój mąż. Na początku byliśmy w różnych sekcjach i zespołach, ale czułam, że jest blisko i że mnie rozumie. Czułam, że mam w pracy swojego człowieka, który zawsze będzie stał za mną murem. Z czasem dzięki moim kontaktom udało się sprawić byśmy pracowali kompletnie razem. Spędzałam z nim 24 godziny na dobę. I z tego powodu czułam się naprawdę szczęśliwa. Jednakże firma dalej podkręcała śruby. Mój mąż jest niepoprawnym optymistą i wtedy był „świeżakiem”, więc jemu nic nie przeszkadzało. Poza tym jest typem człowieka, który zawsze osiąga wyznaczone cele. Ja natomiast pracowałam tam już ponad 5 lat i czułam wypalenie zawodowe. Wydawało mi się, że obecność męża w pracy mi pomoże. I tak było, ale przez chwilę. Potem stało się tak, że straciłam zupełnie całą moją pewność siebie, a moje poczucie własnej wartości spadło do zera. Niestety do tej pory nie udało mi się tego odnaleźć. Po prawie 6 latach mojej pracy firma zafundowała nam kilka „gwoździ do trumny” i podjęliśmy decyzję o odejściu i wyjeździe do UK. I to właśnie mój mąż podjął decyzję za mnie. Ja zapewne nadal tkwiła bym w tym bagnie po pachy. Mój mąż stwierdził, że jeśli ja nie odejdę z tej pracy to wyląduję w psychiatryku albo popełnię samobójstwo. Widział, co się ze mną dzieje. Każdego dnia wracałam do domu i nie miałam na nic ochoty. Coraz częściej byłam straszona zwolnieniem i przez to coraz częściej płakałam. Bałam się zmian. Nie potrafiłam zrozumieć, że przecież jeśli nie ta praca to będzie inna. Czułam, że jestem beznadziejna, że do niczego się nie nadaję. Moja mama nauczyła mnie, że mogę upaść na kolana i taplać się twarzą w błocie, ale po chwili muszę wstać i ruszać dalej, walczyć. A wtedy czułam, że już nie mam na to siły. Wiedziałam, że moje kłopoty z zajściem w ciążę wynikają przede wszystkim ze stresu i depresji, która mnie każdego dnia goniła. Starałam się być silna, ale kompletnie nic z tego nie wychodziło. I nagle mój mąż postanowił mi pomóc…

Dokładnie pamiętam dzień, kiedy opuszczałam gmach mojej firmy. Tylko ja i on wiedzieliśmy, że już nigdy tu nie wrócimy, a jeśli nasza noga kiedyś tu postanie to wyłącznie po to by złożyć oficjalne wypowiedzenie oraz by ewentualnie donieść jakieś dokumenty. To był jeden z lepszych dni w moim życiu. Poczułam się wolna. Ale jednocześnie poczułam, że nasza decyzja o wyjeździe jest nieodwracalna. Ale jak się powiedziało A to należy powiedzieć B. Mój mąż podjął taką decyzję, ponieważ stwierdził, że jeśli całkowicie zmienię miejsce zamieszkania, klimat, pracę, ludzi to odnajdę moje dawne JA. Stwierdził, że uwierzę w siebie i znów będę tą samą uśmiechniętą kobietą, w której się zakochał.

Co było dalej?

Przyjechałam tutaj, bałam się jak cholera, bo były kłopoty ze znalezieniem mieszkania. I dodatkowo nagle dostałam „obuchem w łeb”, bo zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym. To był najgorszy moment na ciążę, ale widocznie Bóg wie co robi. Byłam przerażona, ale na szczęście jakoś udało nam się to wszystko poukładać. Teraz dojrzewam do tego, że niebawem zostanę mamą i tym samym spełni się moje największe marzenie. Dziś myślę, że to właśnie dziecko pozwoli mi odnaleźć to, czego szukałam, a co zgubiłam gdzieś po drodze. Bycie mamą wymaga odwagi i wielkiej siły, więc niestety nie mam już wyjścia – muszę stać się silna i wytrwała, ale nie dla siebie – dla Julii.

Cieszę się, że dzisiaj powoli zaczynam się uśmiechać. Do tej pory w moich oczach widać było smutek. Pamiętajcie – oczy są odzwierciedleniem duszy. Jednakże nie każdy potrafi to dostrzegać. Niektórzy tylko patrzą, ale nie widzą. A może po prostu nie chcą widzieć. Cieszę się, że mimo, iż jestem tutaj mam w Polsce ludzi, którzy potrafią i chcą widzieć. Oni również dają mi siłę i dzięki nim nie stałam się złą osobą. Cieszę się również z tego, że mam przy sobie człowieka, który mnie kocha. Ale nie miłość w moim małżeństwie jest najważniejsza. Najważniejsza jest przyjaźń i fakt, że się bardzo z mężem lubimy. Myślę, że to wyróżnia nasze małżeństwo na tle wielu innych i właśnie to sprawia, że nasz związek jest wyjątkowy. Mój mąż jest wspaniałym człowiekiem i wiem, że będzie wspaniałym ojcem. Myślę, że będzie dbał o obie swoje kobiety z całych sił i że będzie je kochał najbardziej na świecie. Życzę takiego męża każdej kobiecie.

Tym optymistycznym akcentem kończę ten osobisty post. Życzę wszystkim dobrej nocy i optymizmu każdego dnia.

Otagowane

Wybór wózka dla dziecka.

Camarelo Carera pop

Ostatnio skupiłam się na szukaniu wózka dla dziecka. Okazuje się, że była to najtrudniejsza decyzja, jaką musiałam podjąć w ciągu ostatnich miesięcy.

Z racji tego, że ja mam 180 cm wzrostu, a mój mąż ma aż 2 metry, szukaliśmy wózka, który byłby stworzony dla tak wysokich ludzi jak my. I nie mam na myśli tego, że wózek ma regulację rączki, ponieważ tą opcję posiada już niemalże każdy model. Nam chodziło o to by nie trzeba było się bardzo schylać do gondoli.  Niestety na rynku UK większość wózków jest bardzo nisko położona i nie nadaje się dla nas. Jednakże znalazłam firmę, która produkuje właśnie takie wózki, jakich poszukiwaliśmy. Takim sposobem znalazłam wózek o nazwie Camarelo Carera – ideał, który ma wyżej położoną gondolę niż w standardzie. Ponadto gondola ta jest również większa i bardziej pojemna niż w pojazdach innych marek. Dzięki temu nawet jeśli ubiorę dziecko w kombinezon i otulę kocem będzie ono nadal miało komfort, nie będzie odczuwało ciasnoty. Poza tym dzięki wielkości gondoli dziecko będzie mogło jeździć w niej o wiele dłużej, bo tak szybko nie wyrośnie.

Ważnym aspektem przy wyborze wózka dla dziecka są również porządne koła. Model, który wybraliśmy posiada cztery duże pompowane koła, a nie piankowe i malutkie. Nie straszne nam będzie szarżowanie po polach i dolinach.

Dodatkowym atutem tego modelu jest aluminiowy stelaż. Jest on zdecydowanie lżejszy od metalowego, a o wiele bardziej porządny od plastikowego.

maxicosi_cabriofix_opis_bazyWózek zamierzamy kupić w wersji 3 w 1, czyli w opcji: gondola + spacerówka + fotelik samochodowy. Fotelik można kupić taki, który występuje w zestawie w standardzie lub wybrać odrobinę droższy, ale o wiele bezpieczniejszy dla maleństwa. My zdecydowaliśmy się na model Maxi Cosi Cabrio Fix. Wygląda na bardzo porządnie wykonany, a dzięki temu zdecydowanie wygodniejszy. A chyba chodzi właśnie o to, by nasze dziecko czuło się komfortowo, prawda?

Wiemy już, że urodzi nam się dziewczynka, aczkolwiek lekarz potwierdził to na 90%, więc w zasadzie wszystko się może zdarzyć. Ja nie lubię typowo damskiej kolorystyki, dlatego postanowiłam wybrać kolor, którym sama chciałabym jeździć – mowa o kolorze CA-16 (widoczny na zdjęciu na górze).

Pewnie interesuje Was cena? Otóż ja zdecydowałam się na zakupy w sklepie internetowym z wysyłką bezpośrednio zagranicę. Cena ustalona ze sklepem to dokładnie 1909 zł wraz z dostarczeniem. Myślę, że cena absolutnie adekwatna do jakości i możliwości wózka. Karocę naszej córki będziemy zamawiać pod koniec stycznia. Oczywiście po dłuższym czasie użytkowania postaram się podzielić z Wami moją opinią na temat wózka. Zobaczymy, czy dokonaliśmy z mężem dobrego wyboru.

A jakie modele Wam się sprawdziły? A może dopiero szukacie? A może ktoś Wam coś polecał? Chętnie się dowiem, co inni polecają w ramach pojazdu dla swojego maleństwa.

Otagowane

Święta? Nie tym razem…

Christmas Fireplace

Mam wrażenie, że wszystkich już ogarnął nastrój świąteczny. Zwłaszcza tutaj w UK. Niektórzy mają już przystrojone okna w jakieś świąteczne naklejki itp. Inni szaleją na zakupach i kupują ozdoby. A ja? Ja w tym roku zupełnie nie czuję aury Świąt. Wynika to zapewne z tego, że jestem zagranicą, z dala od bliskich, w wynajętym pokoju. To będą pierwsze w moim życiu Święta, które spędzę tylko z mężem i ewentualnie ze współlokatorami z domu. Nie mam możliwości ani polecieć ani pojechać do Polski. Na lot trzeba by było wydać za dużo pieniędzy, a samochodem bym nie dała rady, bo to jednak zbyt wiele godzin jazdy jak dla ciężarnej kobiety. Poza tym nawet gdybym pojechała to sama, a przecież nie zostawię męża samego w Święta, bo to przecież On jest teraz moją najbliższą rodziną. Ja bym nie chciała zostać sama i jestem pewna, że On również. Dlatego zostajemy na miejscu. Tak, czy inaczej to strasznie smutne. Mam oczywiście nadzieję, że to pierwsze i zarazem ostatnie takie Święta. Chciałabym poczuć magię Świąt, ale jakoś mi nie wychodzi. Cieszę się oczywiście z tego, że mam swojego męża, mam niemowlę w brzuszku i rodzinę w Polsce, która myśli o mnie ciepło i tęskni za mną, ale jakaś pustka w sercu pozostaje.

A jakie Wy macie planu na Święta? I czy Was już ogarnął szał ozdabiania swojego mieszkania?