Tag Archives: Miłość

Trochę tęsknię…

Luty był dla mnie dość ciężki, ponieważ musiałam oddać w dobre ręce moją kocicę. Mrusia mieszkała z nami od około 3 lat, a jej towarzyszem zabaw był kot Borys (z nami od małego). Niestety kociaki nie dogadywały się ze sobą, Borys małą zastraszał i przez to ona nie czuła się komfortowo. Zlitowała się nad nią moja mama i wzięła ją do siebie. Mrusia była u mamy kilka miesięcy. Jednakże mamie przez ten czas bardzo mocno nasiliła się alergia na kocią sierść, nie mogła spać i miała czerwone, napuchnięte oczy. Niestety nadszedł moment, którego się obawiałam… czas szukania innego domu dla Mrusi. W styczniu wrzuciłam ogłoszenie do Internetu. Odezwał się jakiś Pan, spotkał się ze mną by ją zobaczyć. Miał się odezwać, ale tego nie zrobił… nigdy. W lutym pewnego ranka zadzwoniła do mnie bardzo sympatyczna Pani. Zapytała, kiedy mogłaby podjechać z mężem by poznać Mrusię. Umówiłam się z nią tego samego dnia, bo akurat byłam niedaleko domu mojej mamy. Pani Magda z mężem przyjechała punktualnie o umówionej porze. Widać było, że oboje z mężem uwielbiają zwierzęta. Mrusia nie odstępowała ich na krok i jak przystało na prawdziwego kota kanapowego wystawiała brzuszek do głaskania. Poczułam, że to jest to! Pani Magda zdecydowała się wziąć ją od razu. Pożyczyłam jej transporter, spakowałam kocicę (ciężko było ją złapać) i mała pojechała w świat. Jest mi smutno, bo pożegnanie było szybkie. Nie zdążyłam jej nawet przytulić i powiedzieć, że przepraszam i że będę tęskniła… No cóż, czasem w życiu bywa i tak… Na szczęście mam kontakt z nowymi właścicielami Mrusi, którzy obiecali mi, że co jakiś czas dostanę od nich e-maila ze zdjęciem mojej księżniczki… Kochałam Mrusię tak samo, jak kocham Borysa i dlatego zawsze będę o niej pamiętała…

Otagowane , ,

Nie potrzebuję…

1111Nie potrzebuję morza kwiatów ani czerwonego dywanu pod stopami…

Nie potrzebuję zapewnień, że jestem najlepsza, najsłodsza, najpiękniejsza…

Nie potrzebuję diamentów ani pereł…

Nawet pieniądze wydają się zbędne…

Potrzebuję czułości, pocałunków, uśmiechu…

Nie przez cały czas…

Po prostu…

Muszę czuć, że mnie kochasz…

Bo kochasz prawda?

Otagowane

Zagraniczna miłość…

zakochani

Dzisiaj trochę prywatnie…

Jakiś czas temu byłam w długoletnim związku. Związek trwał ponad 4 lata. Byłam już zaręczona. Nie będę wdawała się w szczegóły, bo nie o tym chciałam pisać. Chodziło bardziej o to, że przez okres ostatniego 1,5 roku już się między nami nie układało tak jak trzeba. Wtedy poznałam przez Internet pewnego chłopaka. Mieszkał zagranicą, pierwszą literą jego imienia było J. Więcej nie powiem, bo nie ma to sensu. W każdym razie wtedy, gdy w moim stałym związku się nie układało poznałam J. Pisaliśmy ze sobą codziennie i na każdy temat, rozumieliśmy się doskonale. Widywaliśmy się na Skype. Wiedzieliśmy o sobie bardzo wiele (wszystkiego nie wie o mnie nikt). To były cudowne chwile, zapominałam dzięki niemu o jakichkolwiek problemach. Zakochałam się… Pewnego razu J zaproponował bym była jego osobą towarzyszącą na weselu jego kolegi, które odbywa się w Polsce. Powiedziałam, że to byłoby nie fair w stosunku do mojego aktualnego partnera. A on zapytał, czy to, że teraz rozmawiamy jest fair? Miał rację. Dzisiaj to wiem… To właśnie dziś uświadomiłam sobie, że odmówienie mu było wielkim błędem. To jedna z niewielu decyzji życiowych podjętych przeze mnie, których żałuję. Gdybym pojechała z nim na to wesele moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. A tak przez kolejne 1,5 roku żyłam w związku bez jakiejkolwiek przyszłości.

Co było dalej? Pan J pojechał na to wesele sam. Tam poznał dziewczynę, która się nie zawahała i pojechała z nim od razu zagranicę stawiając wszystko na jedną kartę. I jak to się dla niej skończyło? Myślę, że doskonale. J wybudował tam piękny dom, wzięli ślub, urodziła im się córeczka. Generalnie założyli wspaniałą, szczęśliwą rodzinę. A pomyśleć, że ja mogłam być na jej miejscu… Ech 🙂 Nie ważne… cieszę się, że J jest zadowolony i że ułożył sobie życie. Cieszę się jego szczęściem. Owszem… wtedy nie podjęłam ryzyka i to była zła decyzja, bo przez nią tkwiłam dalej w toksycznym związku. Ale to też wiele mi dało. Każdy upadek kształtował moją osobowość i dzięki nowej mnie poznałam mojego męża, którego bardzo kocham. To jedyny mężczyzna, przy którym czuję się bezpieczna i kochana. Może nie należy do romantyków, ale za to dba o mnie i wiem, że nigdy by mnie nie skrzywdził. Im jestem starsza tym bardziej rozumiem, że w życiu nie chodzi o miłość i pożądanie (one po jakimś czasie słabną lub zanikają), a bardziej o to by partner był Twoim przyjacielem, na którym zawsze możesz polegać, by był oparciem w złych momentach życia, by śmiał się razem z Tobą w radosnych chwilach. Myślę, że mogę w pełni świadomie stwierdzić, że na dzień dzisiejszy jestem szczęśliwa…

Cały post pisałam przy tej właśnie piosence…

Pozdrawiam wszystkich.

 

Otagowane ,

Miłość…

Miłość… Na czym ona polega? Na tym by dawać od siebie, a nie oczekiwać od drugiej osoby. Na miłość składają się czyny, a nie puste słowa – nawet te najpiękniejsze. Jednym gestem można czasem tak wiele komuś przekazać. Wystarczy tylko chcieć. To my kierujemy własnym losem, nasze życie jest w naszych rękach i to od nas zależy, jakimi będziemy ludźmi. Czyńmy wszystko tak, aby zaspokajać potrzeby tych, którzy nas kochają by oni mogli poczuć się naprawdę wyjątkowo…

 

Dzisiaj odrobinę sentymentalnie…

Otagowane