Dlaczego postanowiłam przeprowadzić się do UK?

Ryanair

Zacznijmy od najważniejszego, czyli od tego, że powodem mojego wyjazdu nie były problemy finansowe. Wspominam o tym, bo większość ludzi wyjeżdża dlatego, że poszukuje lepiej płatnej pracy. Ja wyjechałam w poszukiwaniu czegoś, co zagubiłam. Aczkolwiek praca była motorem napędowym do tego, by wyjechać…

Kiedy zaczynałam moją przygodę z pracą w mojej firmie, byłam na skraju załamania. Zaczęłam pracę tam na początku lipca 2009 roku, a w sierpniu rozstałam się z pierwszym narzeczonym. Wtedy praca pomagała mi nie myśleć. Potem okazało się, że się w niej spełniam. Poznawałam wielu wspaniałych ludzi, przyswajałam mnóstwo wiedzy, po prostu czułam, że żyję. I z czasem dzięki pracy zapomniałam o wszystkich kłopotach. Zaczęłam się spełniać, zarabiać na siebie i było fantastycznie. Potem poznałam mojego męża i było jeszcze cudowniej. Ale do czasu… Firma zaczęła podkręcać śrubę. Wcześniej liczyła się pomoc klientom, a sprzedaż była dodatkiem. Cele były realne, a ich osiągnięcie było łatwe i powodowało, że czułam się kimś. Z czasem kierownik zaczął naciskać, sprzedaż stała się najważniejsza, klient i jego potrzeby był na drugim miejscu. Cele stały się nierealne do realizacji, jeśli byłaś uczciwa. Nagle okazało się, że moja lojalność i pracowitość ni jak nie przekładają się na satysfakcję z pracy i pieniądze. Sprzedaż kiedyś była dla mnie przyjemnym dodatkiem do obsługi klienta, a nagle stała się czymś, co mnie przytłaczało. Przez to, że tak się wszystko zmieniało w firmie zmieniali się także ludzie. Już nie było czasu na to by pogadać, ludzie przestali się do siebie uśmiechać, przerwa była tylko na zrobienie kolejnej kawy i powiedzenie zdawkowego „cześć”. A potem znów siadałaś i robiłaś swoje, ale już bez pasji i bez energii. Ja nauczyłam się kłamać, oszukiwać klientów tylko po to by osiągać wyznaczone przez moją firmę cele. Stałam się zimna i arogancka. A tak naprawdę nikt nigdy mi za nic nie podziękował. Nikt nie docenił mojego wysiłku. Niestety moja umiejętność uśmiechania się do ludzi zniknęła, zachwiana została moja stabilność emocjonalna. Byłam nerwowa, czasem nawet sfrustrowana. Wiedziałam, że jest kiepsko, ale nic nie mogłam z tym zrobić, bo podobnie jak wielu ludzi miałam kredyty na głowie. Potem zaczęły się roszady w firmie i okazało się, że większości ludzi zupełnie nie znasz, a znajomi pracownicy zostali zwolnieni lub sami odeszli. Generalnie jeden wielki śmietnik się zrobił.

Potem pojawiła się dla mnie iskierka nadziei, bo zaczął ze mną pracować mój mąż. Na początku byliśmy w różnych sekcjach i zespołach, ale czułam, że jest blisko i że mnie rozumie. Czułam, że mam w pracy swojego człowieka, który zawsze będzie stał za mną murem. Z czasem dzięki moim kontaktom udało się sprawić byśmy pracowali kompletnie razem. Spędzałam z nim 24 godziny na dobę. I z tego powodu czułam się naprawdę szczęśliwa. Jednakże firma dalej podkręcała śruby. Mój mąż jest niepoprawnym optymistą i wtedy był „świeżakiem”, więc jemu nic nie przeszkadzało. Poza tym jest typem człowieka, który zawsze osiąga wyznaczone cele. Ja natomiast pracowałam tam już ponad 5 lat i czułam wypalenie zawodowe. Wydawało mi się, że obecność męża w pracy mi pomoże. I tak było, ale przez chwilę. Potem stało się tak, że straciłam zupełnie całą moją pewność siebie, a moje poczucie własnej wartości spadło do zera. Niestety do tej pory nie udało mi się tego odnaleźć. Po prawie 6 latach mojej pracy firma zafundowała nam kilka „gwoździ do trumny” i podjęliśmy decyzję o odejściu i wyjeździe do UK. I to właśnie mój mąż podjął decyzję za mnie. Ja zapewne nadal tkwiła bym w tym bagnie po pachy. Mój mąż stwierdził, że jeśli ja nie odejdę z tej pracy to wyląduję w psychiatryku albo popełnię samobójstwo. Widział, co się ze mną dzieje. Każdego dnia wracałam do domu i nie miałam na nic ochoty. Coraz częściej byłam straszona zwolnieniem i przez to coraz częściej płakałam. Bałam się zmian. Nie potrafiłam zrozumieć, że przecież jeśli nie ta praca to będzie inna. Czułam, że jestem beznadziejna, że do niczego się nie nadaję. Moja mama nauczyła mnie, że mogę upaść na kolana i taplać się twarzą w błocie, ale po chwili muszę wstać i ruszać dalej, walczyć. A wtedy czułam, że już nie mam na to siły. Wiedziałam, że moje kłopoty z zajściem w ciążę wynikają przede wszystkim ze stresu i depresji, która mnie każdego dnia goniła. Starałam się być silna, ale kompletnie nic z tego nie wychodziło. I nagle mój mąż postanowił mi pomóc…

Dokładnie pamiętam dzień, kiedy opuszczałam gmach mojej firmy. Tylko ja i on wiedzieliśmy, że już nigdy tu nie wrócimy, a jeśli nasza noga kiedyś tu postanie to wyłącznie po to by złożyć oficjalne wypowiedzenie oraz by ewentualnie donieść jakieś dokumenty. To był jeden z lepszych dni w moim życiu. Poczułam się wolna. Ale jednocześnie poczułam, że nasza decyzja o wyjeździe jest nieodwracalna. Ale jak się powiedziało A to należy powiedzieć B. Mój mąż podjął taką decyzję, ponieważ stwierdził, że jeśli całkowicie zmienię miejsce zamieszkania, klimat, pracę, ludzi to odnajdę moje dawne JA. Stwierdził, że uwierzę w siebie i znów będę tą samą uśmiechniętą kobietą, w której się zakochał.

Co było dalej?

Przyjechałam tutaj, bałam się jak cholera, bo były kłopoty ze znalezieniem mieszkania. I dodatkowo nagle dostałam „obuchem w łeb”, bo zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym. To był najgorszy moment na ciążę, ale widocznie Bóg wie co robi. Byłam przerażona, ale na szczęście jakoś udało nam się to wszystko poukładać. Teraz dojrzewam do tego, że niebawem zostanę mamą i tym samym spełni się moje największe marzenie. Dziś myślę, że to właśnie dziecko pozwoli mi odnaleźć to, czego szukałam, a co zgubiłam gdzieś po drodze. Bycie mamą wymaga odwagi i wielkiej siły, więc niestety nie mam już wyjścia – muszę stać się silna i wytrwała, ale nie dla siebie – dla Julii.

Cieszę się, że dzisiaj powoli zaczynam się uśmiechać. Do tej pory w moich oczach widać było smutek. Pamiętajcie – oczy są odzwierciedleniem duszy. Jednakże nie każdy potrafi to dostrzegać. Niektórzy tylko patrzą, ale nie widzą. A może po prostu nie chcą widzieć. Cieszę się, że mimo, iż jestem tutaj mam w Polsce ludzi, którzy potrafią i chcą widzieć. Oni również dają mi siłę i dzięki nim nie stałam się złą osobą. Cieszę się również z tego, że mam przy sobie człowieka, który mnie kocha. Ale nie miłość w moim małżeństwie jest najważniejsza. Najważniejsza jest przyjaźń i fakt, że się bardzo z mężem lubimy. Myślę, że to wyróżnia nasze małżeństwo na tle wielu innych i właśnie to sprawia, że nasz związek jest wyjątkowy. Mój mąż jest wspaniałym człowiekiem i wiem, że będzie wspaniałym ojcem. Myślę, że będzie dbał o obie swoje kobiety z całych sił i że będzie je kochał najbardziej na świecie. Życzę takiego męża każdej kobiecie.

Tym optymistycznym akcentem kończę ten osobisty post. Życzę wszystkim dobrej nocy i optymizmu każdego dnia.

Advertisements
Otagowane

14 thoughts on “Dlaczego postanowiłam przeprowadzić się do UK?

  1. Rozkręcasz się, widzę. Ledwo skomentowałam poprzednie, a tu już kolejny post. Ale bardzo mnie to cieszy. Zwłaszcza, że miałam okazję w mniejszym lub większym stopniu śledzić ten przełom, tą zmianę i wyjazd. Jak ten czas leci, tyle już tam jesteś. Eh… Oby wam się wiodło w tym UK, kurczę, trzymam kciuki no. Ty wiesz, że tak 🙂

    Lubię to

    • Hmm, jesteś chyba moją najwierniejszą czytelniczką 🙂 Trochę się bałam napisać ten post, ale czułam, że muszę to wszystko wyrzucić z siebie wreszcie 🙂 Wiem, że trzymasz kciuki kochana. Ja za Ciebie również :*

      Lubię to

  2. Anonim pisze:

    Ty wiesz że zawsze jesteś najważniejszą na świecie i zawsze będę Cię wspierać i kochać.Teraz już obie moje dziewczynki..
    .

    Lubię to

  3. zawsze przeprowadzce do innego kraju towarzyszy strach, ja też zamierzam przeprowadzić się do UK za kilka lat. trzymaj za mnie kciuki 😀

    Lubię to

  4. Isabell pisze:

    Dobrze, że wyrzuciłaś to z siebie 🙂 to czasami pomaga. Ja też wyjechałam za granicę, bo potrzebowałam zmian, chociaz na obczyźnie początki nie są łatwe… Życzę Wam wszystkiego najlepszego i trzymam kciuki 🙂

    Lubię to

  5. Emilia Nowak pisze:

    Cieszę się, że twoja historia jest z happy endem :)!

    Lubię to

  6. sandicious pisze:

    Fajnie, że mimo tego wszystkiego masz szczęśliwe zakończenie. Ciąża wiadomo w takich chwilach wydaje się nieodpowiednia, ale jest motorem napędowym – co prawda jeszcze tego nie zaznałam, ale wiem po koleżankach. życze Ci samych sukcesów kochana!

    Lubię to

  7. Domi pisze:

    Ja się każdego dnia zastanawiam jaka przyszłość czeka mnie w PL i czy dobrze robię siedząc tu nadal.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: