Miłość znaleziona przez Internet? Nieprawdopodobne, a jednak…

12688209_769510603153512_7315084102185330994_n

To było dawno temu. Luty, rok 2010. Byłam singielką około pół roku. Leczyłam rany po zakończonym związku, który trwał ponad 4 lata. Siedziałam w domu wraz z siostrą cioteczną, na łóżku leżał odpalony laptop. Otwarta strona internetowa z adresem portalu randkowego. Nagle usłyszałam charakterystyczny dźwięk. To sygnał informujący, że otrzymałam nową wiadomość na wyżej wymienionym portalu. Napisał do mnie jakiś wysoki, przystojny brunet o przyciągającym uśmiechu. Wiadomość zupełnie inna niż wszystkie, które dotychczas otrzymywałam – zabawna i nienachalna. Przeczytałam, uśmiechnęłam się i pomyślałam: „Dobra, nieważne”. Zostawiłam laptopa na łóżku i wróciłam do poprzednich zajęć. Wiadomość przeczytała moja siostra. Oznajmiła mi, że ten chłopak jest zbyt fajny by nic mu nie odpisać. Doszłam do wniosku, że ma rację i że nie mam nic do stracenia w sumie. Posłuchałam więc rady siostry i odpisałam brunetowi… I tak wszystko się zaczęło… Pisaliśmy ze sobą długo. I nagle nie wiedzieć czemu brunet przestał się odzywać i kompletnie urwał kontakt. Stwierdziłam, że to pewnie kolejny palant, który szuka rozrywki i chce się zabawić cudzym kosztem. No cóż, zdarza się. Minęło kilka dni bez odzewu z jego strony. Zapomniałam. Pewnego dnia poszłam z przyjaciółmi na piwo do knajpy. Nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu. To wiadomość MMS. Tak… MMS, ale wyłącznie tekstowy. Była to bardzo długa wiadomość tekstowa skondensowana w jednego MMS’a. Od kogo? A jak myślicie? Oczywiście od bruneta. Wiadomość zawierała słowa ewidentnie płynące prosto z serca. Słowa, które kompletnie rozbroiły mój umysł. Słowa wyjaśniające, dlaczego brunet nagle przestał się odzywać. Okazało się, że założył konto ponad rok wcześniej, gdy zobaczył mój profil po raz pierwszy. Zrobił sobie zdjęcia, wymyślił opis itp. I gdy jego profil był już w pełni kompletny zamierzał do mnie napisać. Jednakże ja całkowicie zniknęłam. Faktycznie tak było, bo kojarzę, że zawiesiłam swoje konto na jakiś czas. Brunet przez cały ten rok zaglądał na portal i sprawdzał, czy przypadkiem nie pojawiłam się na nim ponownie. Po roku aktywowałam konto już jako singielka. I właśnie wtedy dostałam tą wiadomość, którą normalnie bym zignorowała, ale nie pozwoliła mi na to moja siostra. Ale wracając do dalszej części wiadomości MMS… Brunet pisał, że bardzo mnie przeprasza za to, że przestał się odzywać, ale się zwyczajnie wystraszył. Pomyślał, że to przecież niemożliwe by taka dziewczyna jak ja chciałaby spotykać się z takim facetem jak on. Zwątpił, że ma szanse. Ale potem stwierdził, że spróbuje mi wszystko wyjaśnić i sprawdzić, jak na to zareaguję. Możliwości były dwie. Albo dałabym mu kosza stwierdzając, że jest nienormalny albo bym zaryzykowała i po tak ujmującym wyznaniu zdecydowała się go poznać. Jak się zapewne domyślacie ten MMS skruszył moje zlodowaciałe serce i podjęłam decyzję, że chcę poznać tego ryzykanta. On wtedy zadzwonił do mnie. Pamiętam to uczucie ekscytacji, kiedy zadzwonił do mnie i po raz pierwszy usłyszałam jego głos. Byłam dziwnie zestresowana. I tak właśnie umówiliśmy się na pierwszą randkę. Na dworze panował chłód, ludzie snuli się po ulicach opatuleni w ciepłe kurtki, czapki i szaliki. Gdy wychodziłam z domu moja mama powiedziała, że mogłabym się chociaż ubrać bardziej kobieco, bo nie wyglądam jakbym szła na randkę tylko na jakieś spotkanie ze znajomymi. Odpowiedziałam jej, że nie mam zamiaru stroić się specjalnie dla żadnego faceta i że pewnie i tak brunet okaże się kolejnym niewypałem, więc niebawem wrócę do domu. Bo przecież nie można znaleźć miłości przez Internet, prawda? Ubrana byłam w jeansy, bluzę z kapturem, obuwie sportowe, kurtkę i czapkę z daszkiem. Brunet do dziś wspomina, że gdy zobaczył mnie pierwszy raz to pomyślał, że jestem chłopakiem. Spotkaliśmy się przed Centrum Handlowym. Po przywitaniu się postanowiliśmy wejść na chwilę do środka by wypłacić pieniądze z bankomatu. Brunet wspomina, że zakochał się właśnie wtedy… Jechaliśmy po ruchomych schodach. Zdjęłam czapkę. Moje włosy rozsypały się na ramiona. On zobaczył potarganą grzywkę, czerwone od mrozu policzki i zielone oczy. Dalej już było tradycyjnie, czyli lody, kino itp. Było naprawdę wspaniale. Spotykaliśmy się niemalże codziennie. Poznaliśmy się w lutym, a już w kwietniu pojechaliśmy razem na weekend do Warszawy. W lipcu spędziliśmy wspaniałe chwile na wspólnych wakacjach nad polskim morzem. Przez dosłownie kilka miesięcy mój brunet spełnił więcej moich oczekiwań niż mój były przez ponad 4 lata. Dziś zdałam sobie sprawę, że luty to dla mnie bardzo szczególny i szczęśliwy miesiąc. W lutym 2010 roku poznałam mojego bruneta, w 2012 roku ten sam brunet mi się oświadczył, w roku 2013 wzięliśmy ślub, a w lutym 2016 roku na świat przyszło nasze wspólne szczęście – Julia. Nareszcie czuję się spełniona. Jestem kobietą, żoną i mamą. Mam wspaniałego męża, cudowną córeczkę, wokół wspaniałych przyjaciół. Ogólnie jestem szczęśliwa. I teraz wiem, że znalezienie miłości za pośrednictwem Internetu jest naprawdę możliwe…

Advertisements

12 thoughts on “Miłość znaleziona przez Internet? Nieprawdopodobne, a jednak…

  1. Roza pisze:

    Hej 🙂 Ja i mój mąż też poznalismy sie przez internet 🙂 Tez napisla do mnoenpierwszy piszac zupelbie cos innego niz inni wiec odpisalam. Pislaismy tak przez miesiac i spoykalismy sie tez w centrum handlowym i tez poszlismy do kina co prawda znajomosc wygasla na jakis czas z przyczyn odleglosci od siebie i czasow liceum ale wrocilismy do znajomosci jak poszlam ba studia i wtedy bylismy po miesiacu w zwiazku po kilku latach slub o kocham tego faceta nad życie jednak te zwiazki internetowe cos w sobie maja 🙂 pozdrawiam

    Lubię to

  2. Tenebris pisze:

    No pewnie, że można. Internet pozwala nam poznać wielu wartościowych, oczywiście jeszcze więcej innych, ludzi, których normalnie nie mielibyśmy szansy poznać. Nieważne czy na portalu randkowym, na forum, czy jakimś blogu. I nie koniecznie musi być to przyszły mąż. Generalnie człowiek. Jakiś, który być może wniesie do naszego życia coś nowego, nawet jeśli z czasem zniknie.

    Lubię to

  3. Mooooniak pisze:

    Już zapomniałam, że jestem ‚matką chrzestną’ Waszego związku 🙂 I aż serce rośnie, wiedząc, że Tworzycie tak wspaniałą rodzinę, oby tak dalej!

    Lubię to

  4. Ja również poznałam męża przez internet, na portalu randkowym. Nasza pierwsza randka trwała 6 godzin (myślałam, że już nas wyproszą z kawiarni, w której byliśmy) i od tamtego dnia było tylko kilka dni, gdy nie widzieliśmy się. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Także nawet w odmętach Internetu można znaleźć wartoświowe osoby i prawdziwą miłość. Pozdrawiam.

    Lubię to

    • Czasami ma wrażenie, że przez Internet nawet łatwiej znaleźć kogoś wartościowego niż w realnym świecie. Cieszę się, że odnalazłaś miłość i jesteś szczęśliwa 🙂 I dziękuję, że odwiedziłaś mój blog 😀

      Lubię to

  5. novincza pisze:

    Świetna historia. Widzę tą scenę, gdy włosy rozsypują się spod czapki! Bardzo do mnie trafia. Ja też męża poznałam w internecie, na IRC’u. 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: