Zagraniczna miłość…

zakochani

Dzisiaj trochę prywatnie…

Jakiś czas temu byłam w długoletnim związku. Związek trwał ponad 4 lata. Byłam już zaręczona. Nie będę wdawała się w szczegóły, bo nie o tym chciałam pisać. Chodziło bardziej o to, że przez okres ostatniego 1,5 roku już się między nami nie układało tak jak trzeba. Wtedy poznałam przez Internet pewnego chłopaka. Mieszkał zagranicą, pierwszą literą jego imienia było J. Więcej nie powiem, bo nie ma to sensu. W każdym razie wtedy, gdy w moim stałym związku się nie układało poznałam J. Pisaliśmy ze sobą codziennie i na każdy temat, rozumieliśmy się doskonale. Widywaliśmy się na Skype. Wiedzieliśmy o sobie bardzo wiele (wszystkiego nie wie o mnie nikt). To były cudowne chwile, zapominałam dzięki niemu o jakichkolwiek problemach. Zakochałam się… Pewnego razu J zaproponował bym była jego osobą towarzyszącą na weselu jego kolegi, które odbywa się w Polsce. Powiedziałam, że to byłoby nie fair w stosunku do mojego aktualnego partnera. A on zapytał, czy to, że teraz rozmawiamy jest fair? Miał rację. Dzisiaj to wiem… To właśnie dziś uświadomiłam sobie, że odmówienie mu było wielkim błędem. To jedna z niewielu decyzji życiowych podjętych przeze mnie, których żałuję. Gdybym pojechała z nim na to wesele moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. A tak przez kolejne 1,5 roku żyłam w związku bez jakiejkolwiek przyszłości.

Co było dalej? Pan J pojechał na to wesele sam. Tam poznał dziewczynę, która się nie zawahała i pojechała z nim od razu zagranicę stawiając wszystko na jedną kartę. I jak to się dla niej skończyło? Myślę, że doskonale. J wybudował tam piękny dom, wzięli ślub, urodziła im się córeczka. Generalnie założyli wspaniałą, szczęśliwą rodzinę. A pomyśleć, że ja mogłam być na jej miejscu… Ech 🙂 Nie ważne… cieszę się, że J jest zadowolony i że ułożył sobie życie. Cieszę się jego szczęściem. Owszem… wtedy nie podjęłam ryzyka i to była zła decyzja, bo przez nią tkwiłam dalej w toksycznym związku. Ale to też wiele mi dało. Każdy upadek kształtował moją osobowość i dzięki nowej mnie poznałam mojego męża, którego bardzo kocham. To jedyny mężczyzna, przy którym czuję się bezpieczna i kochana. Może nie należy do romantyków, ale za to dba o mnie i wiem, że nigdy by mnie nie skrzywdził. Im jestem starsza tym bardziej rozumiem, że w życiu nie chodzi o miłość i pożądanie (one po jakimś czasie słabną lub zanikają), a bardziej o to by partner był Twoim przyjacielem, na którym zawsze możesz polegać, by był oparciem w złych momentach życia, by śmiał się razem z Tobą w radosnych chwilach. Myślę, że mogę w pełni świadomie stwierdzić, że na dzień dzisiejszy jestem szczęśliwa…

Cały post pisałam przy tej właśnie piosence…

Pozdrawiam wszystkich.

 

Advertisements
Otagowane ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: