Różnorodność ludzkich charakterów…

To takie niesamowite, że każdy człowiek jest zupełnie inny. Każdy ma inne podejście do ludzi, inaczej traktuje zawód, który wykonuje, ma indywidualne podejście do ludzi w tramwaju, czy sklepie. Dwa dni temu w przychodni np. miałam wątpliwą przyjemność oddawania krwi do badań. Okazuje się, że pielęgniarka zupełnie nie potrafiła rozmawiać z ludźmi. Powiedziała do mnie, żebym sobie usiadła, bo szkoda moich nóg, a pobieranie krwi Pani przede mną może potrwać. Powiedziałam, że rozumiem i zapytałam ile mniej więcej to potrwa. A ona niemalże z krzykiem wyrzuciła zdanie:

– Nie wiem, trzeba czekać, muszę przecież zająć się tą Panią. Przecież się nie rozdwoję!

Usiadłam, poczekałam i weszłam z przerażeniem. Dodam, że bardzo mi się spieszyło, bo 30 minut później miałam być w innej części miasta u innego lekarza. Ale pielęgniarka przecież miała czas… Usiadłam, a ona mówi, że o równej godzinie miał być pewien Pan na pobranie krwi i że ta konkretna godzina była ważna, bo jest cukrzykiem. Było 5 minut po tej godzinie. Potem zaczęła się zastanawiać jakie oznaczenie musi wpisać na fiolce od krwi. Ja pytam więc:

– Przepraszam, jak długo to potrwa? Muszę być za 20 minut na drugim końcu miasta i bardzo zależy mi na czasie.

– No chwila. Nie mogę się przecież pomylić, bo będzie Pani musiała tu przychodzić ponownie. Poza tym jeszcze muszę przeprowadzić wywiad.

Nagle wszedł ten Pan z cukrzycą. Na co ona ryknęła:

– Miał Pan być na 15:00. Gdzie Pan był do diabła? Jest 15:15 już.

Pan na to:

– Niemożliwe. U mnie na telefonie jest 15:07.

Ona:

– Na moim zegarku jest 15:15.

– To trzeba wyrzucić Pani zegarek – pan odparł z uśmiechem.

Cisza. Widać złość i grymas na twarzy pielęgniarki. I nagle wypaliła z krzykiem na pół korytarza:

– Ostatni raz pobieram Panu krew! Niech Pan to zapamięta!

Potem zadała kilka pytań mi i nastała niezręczna cisza. Potem pobrała krew i kiedy wychodziłam i powiedziałam słowo pożegnalne nie otrzymałam zwrotnej odpowiedzi…

Podejście tej Pani do ludzi mnie przeraziło. Gdyby nie fakt, że ta kobieta miała mi pobierać krew to na pewno zwróciłabym jej uwagę, że kiepsko odnosi się do innych i że jeśli ma gorszy dzień to niech swoje frustracje wyładuje na swoim mężu (wątpię by go miała) albo na kimś bliskim, kogo nie urazi, bo zna już jej podły charakter…

Ale… mówiąc o różnych charakterach miałam w głowie również obraz lekarza, którego miałam ogromną przyjemność spotkać dzisiaj. Otóż Pan zajmował się wykonywaniem USG kobiecego. Muszę powiedzieć, że na samym wstępie uderzyło mnie jego poczucie humoru. Lekarz się uśmiechał, żartował, zagadywał. Spowodował, że czułam się jak by był moim kolegą, jak bym go od lat znała. Nie wstydziłam się i to chyba najbardziej mnie zaskoczyło. Poza tym odpowiadał na każde pytanie i co najważniejsze – patrzył mi w oczy, kiedy do mnie mówił. Wiecie jak rzadko lekarze patrzą swoim pacjentom w oczy? Cholera… niektórzy sprawiają wrażenie, jakby pacjenta w ogóle nie było w gabinecie. Pan doktor napisał mi jeszcze kiedy i gdzie przyjmuje i jak wychodziłam to życzył mi jeszcze sam miłego dnia.

Czy nie byłoby wszystkim łatwiej jak byśmy właśnie tak traktowali siebie nawzajem? Czy świat nie byłby piękniejszy, a życie łatwiejsze?

Advertisements
Otagowane

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: